do góry

Hygge Odwiedziny: Kraków i kaktusy, czyli Ania Ziemniak

Nasze kolejne Hygge Odwiedziny, to Ania Ziemniak i jej mieszkanie w klimatycznej kamienicy niedaleko Wawelu, w centrum miasta. Do mieszkania prowadzą stare drewniane schody, w oknach klatki schodowej są piękne kolorowe witraże. Ania wita nas ziołową herbatą i pysznym ciastem. No to zaczynamy.

Skąd jesteś? Od kiedy mieszkasz w Krakowie?

Ania:  Jestem z Podkarpacia, urodziłam się w Stalowej Woli. Po maturze przeniosłam się do Krakowa. Studiowałam projektowanie ubioru na  SAPU (Szkoła Artystycznego Projektowania Ubioru). Po trzech latach wyjechałam do Warszawy na studia w Instytucie Kultury Polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. W tym mieszkaniu mieszkam trzeci rok.

 

 

Jak długo szukałaś tego mieszkania?

Ania: Mieszkania szukałam tylko pół dnia! To była najszybsza decyzja moja i moich rodziców. Jednego dnia  obejrzeliśmy trzy mieszkania i to było czwarte. Gdy kupowaliśmy to mieszkanie, był to kawałek strychu. Ściany były ceglane, nie zostawiliśmy ich w tej formie ze względu na ocieplenie mieszkania.

Skąd pomysł na całość wnętrza? Co Cię inspirowało?

Ania: Całe mieszkanie zaprojektowałam sama. Jako że jest to właściwie jedno pomieszczenie całość musiała wyglądać spójnie. To czego byłam pewna to to,  żeby wnętrze było białe. Podłogi, schody i blat zrobiliśmy z drewna dębowego. Sufit nad kuchnią i ścianę pod schodami pomalowałam na czarno. Czarny jest też gres na podłodze w łazience i kanapa. W ten sposób zaakcentowałam podział na pomieszczenia. Źródłem inspiracji był dla mnie głównie internet. Śledzę dużo blogów wnętrzarskich, pamiętam że odkryłam stronę http://www.freundevonfreunden.com/ kiedy mieli zaledwie kilka postów.

Skąd pochodzą meble, dodatki?

Ania: ł na pół: starocie i IKEA. Białe szafki w pokoju, meble kuchenne, szafka pod umywalką w łazience, które kupiłam w Ikei, znikają i są dobrym tłem dla innych mebli. Reszta wyposażenia pochodzi z PRL-u, albo są to stare duńskie klasyki. Większość starych mebli wyszukuję w internecie. Fotele są po babci, zgarnęłam je z jej letniej kuchni i zmieniłam tapicerkę. Bibeloty często kupuję na targu staroci pod Halą Targową. Większość ubrań i innych rzeczy chowam za zasłoną na antresoli.

Masz bardzo dużo roślin.

Ania: Tak bardzo je lubię, a dodatkowo oczyszczają powietrze. Większość przeszczepiłam z kwiatów mamy. Część kupiłam  w ogrodzie botanicznym w  Krakowie. Część jest z Ikei. Jeden z  kaktusów jest ze mną od dzieciństwa. Kupiłam go sama, kiedy miałam 10 lat! Miał przyklejonego dziwacznego małego kwiatka. Nie wiedziałam, że to coś sztucznego i dopiero po wielu latach go odkleiłam! Kaktus trochę chorował, ale przez ostatnie trzy lata rozwinęło się wokół niego dużo małych kaktusików. W rodzinnym domu, w swoim pokoju, do dziś mam mnóstwo kaktusów. Moje zamiłowanie do roślin wzięło się z dzieciństwa. W domu rodziców jest mnóstwo roślin, są dosłownie wszędzie. W każdym pokoju jest pewnie ze dwadzieścia roślin.

Co oprócz miłości do roślin wyniosłaś ze swego domu rodzinnego?

Ania: Książki. Zamiłowanie do kupowania książek. Moja mama kiedyś kupowała kryształy, też mam ich kilka. W domu rodzinnym mamy całą masę szklanek, kieliszków, wazonów, misek, kryształów z polskich manufaktur. Kiedy urodziłam się ja i mój brat, moja mama zaczęła kupować nam książki. Nigdy nie musiałam chodzić do biblioteki, bo wszystkie lektury mieliśmy w domu.

Przez jakiś czas projektowałaś ubrania. Jak to się stało, że zaczęłaś interesować się modą?

Ania: Moja babcia jest krawcową i od dziecka miałam koło siebie jakieś materiały do zabawy. Do mojej babci przychodziły koleżanki, którym ona szyła ubrania, a ja dostawałam ścinki i robiłam ubranka dla moich lalek. Moja druga babcia podczas chrztu, do becika włożyła mi igłę z nitką. Uważała, że każdy musi mieć jakiś fach w ręku. I częściowo przewidziała moją przyszłość.

Kiedy wypuściłaś swoją pierwszą kolekcję?

Ania: W 2010 roku, kiedy obroniłam dyplom. Jedną z nagród było przedstawienie mnie agentce we Francji. Agencji spodobała się bardzo moja kolekcja dyplomowa i wybrano kilka rzeczy do pokazania. Prawie też od razu zaczęłam współpracę z butikiem w Paryżu i w ten sposób sprzedawałam projekty we Francji. Potem brałam udział w tygodniu mody w Paryżu, pokazując kolekcję w showroomach. Jakiś czas temu niestety zawiesiłam moją działalność gospodarczą. Wiele rzeczy się na to złożyło. Mam jednak nadzieję, że niedługo wrócę z nową marką, nad którą zaczynam pracować.

Co robisz w czasie wolnym?

Ania: Ostatnio zaczęłam robić świeczki z wosku sojowego z dodatkiem naturalnych olejków eterycznych. Myślę o tym, żeby zacząć je sprzedawać. Sama sobie dobieram kompozycje zapachowe.

 

 

 

 

Tekst: Magda Jabłońska, zdjęcia: Sylwia Wojtkowska.

 

Zostaw komentarz