do góry

Hygge Miejsce – Lila kocha róż

Od jakiegoś czasu prawie wszyscy zwariowali na punkcie kwiatów. Tych doniczkowych i tych ciętych. Do łask wracają gatunki popularne w latach 80tych. Powstało parę fajnych miejsc, które trudno nazwać zwykłymi kwiaciarniami. Jedno z takich miejsc odwiedziłyśmy ostatnio. To Lila kocha róż w Krakowie. Lilę założyły dwie przyjaciółki – Joanna Helak i Joanna Szczepanik.

Opowiedzcie nam coś o sobie.

Joanna Sz.: Ja jestem z Krakowa. Tu studiowałam psychologię. Skończyłam też projektowanie wnętrz, bo ten temat również mnie interesował. Po studiach zaczęłam pracę w korporacji. Bardzo wcześnie wyprowadziłam się z domu. Mimo, że mieszkam w Krakowie od zawsze, to już w trakcie studiów podjęłam decyzję o wyprowadzce z domu rodzinnego. Nie chciałabym pracować w korporacji do końca życia, dlatego od dawna marzyłam o takim miejscu jak Lila. Ten pomysł pojawił się w mojej głowie jakieś siedem lat temu, kiedy robiłam dużą konferencję dla klientów w jednym z hoteli w Krakowie. Bardzo spodobała mi się oprawa florystyczna stołów i wnętrza. Wtedy w głowie urodziła się ta idea i tak sobie żyła. A niedawno na fali ogromnej popularności kwiatów, odważyłam się na ten kroki.

Asia H.:  Ja też urodziłam się w Krakowie. Z Asią poznałyśmy się w liceum i pomimo mojego wyjazdu na studia do Lublina jesteśmy ze sobą, jak widać bardzo blisko. Jestem weterynarzem. Zajmuję się zwierzakami. Mam swój gabinet weterynaryjny i nie chcę rezygnować z tego zajęcia.

 

 

Lilę stworzyłyście razem, jak się to zaczęło?

Joanna Sz.: Idea była moja. Asia miała ten sam problem co ja. Ciężko było jej kupić fajne kwiaty na mieście. Z Asią znamy się od liceum czyli już kawał czasu. Jakiś czas temu spotkałyśmy się w Forum. Pamiętam, że miałam ciężki dzień. Moja przyjaciółka powiedziała, że ma wolny garaż, który stoi pusty i trzeba go jakoś zagospodarować. Ja wyznałam, że marzy mi się otwarcie kwiaciarni. Z garażem nic nie wyszło, ale pomysł zaczął żyć swoim życiem. Szukałyśmy lokalu. Asia spotkała dziewczynę, która wcześniej wynajmowała lokal, w którym obecnie jesteśmy, ale niestety musiała go zamknąć i odziedziczyłyśmy go po niej.

Asia H.: Zdecydowałam się na pomoc Asi w realizacji jej pomysłu i marzenia. Uważam, że coraz więcej ludzi ma potrzebę mieć w wazonie coś więcej niż róże, chociaż wiadomo, że królowa jest tylko jedna!

Skąd wzieła się nazwa miejsca?

Asia H.: Jest taki zespół: Lili hate roses. Żeby nie być posądzonym o plagiat, chciałyśmy mieć nazwę Lili love roses. Ale, że jednak fajnie mieć nazwę w języku ojczystym, to wyszło Lila kocha róż!  Fajna gra słów, kolorów, kwiatów i moja chrzestna córka – Lila, naprawdę kocha róż jak każda mała dziewczynka!

Jak prowadzi się biznes z przyjaciółką?

Joanna Sz.: Miałyśmy już kilka spin po drodze. Nie wpływa to jednak na nasze relacje poza pracą. Przez to co teraz robimy, przez ilość obowiązków, nie mamy czasem chwili na to by porozmawiać o czymś innym niż Lila, spędzić czas razem, ale poza pracą – nic dziwnego, żyjemy tym miejscem! Nasze relacje nie ucierpiały, ale na pewno się zmieniły. Dużo rozmów prywatnych stało się rozmowami o kwiaciarni. Na chwile hygge, o których piszecie mamy ostatnio trochę mało czasu!

Jak w Waszym życiu pojawiły się kwiaty?

Joanna Sz.: Zawsze interesowałam się kwiatami, miałam ich dużo w domu. Dzisiaj doceniam ich wagę w naszym życiu. Są naszymi zielonymi przyjaciółmi. Pamiętam taki okres z dzieciństwa, kiedy kwiatów wokół nas było sporo. Tych doniczkowych, ale też była tradycja dawania kwiatów. Gdzieś nam to umknęło, ale na szczęście wraca temat. Kwiaty łagodzą obyczaje i potrafią dużo wnieść do naszego życia.

Asia H.: Skąd kwiaty w moim życiu? Moja mama jest ogrodnikiem, botanikiem, florystą amatorem, chociaż jej ogród pokazuje, iż już dawno przeszła na zawodowstwo. Otaczała i otacza się kwiatami, sama je pielęgnuje, sama sadzi, rozsadza. Jest niestrudzona w poszukiwaniu nowych odmian krzewów, bylin, lilii. Od kwietnia życie domowe przenosi się na taras i do ogrodu moich rodziców. Ja nie mam takiego daru, mnie tak rośliny nie kochają, ale staramy się! I ja i rośliny!

Które kwiaty są Waszymi ulubieńcami?

Joanna Sz.: Ciężko powiedzieć. Ja lubię raczej wszystkie. Kwiaty cięte, ogrodowe. Piwonie są piękne.

Asia H.: Moje ulubione kwiaty to bez, dalie, piwonie. Zawsze lubiłam niestandardowe bukiety z jakimś rosnącym przy drodze, dla mnie zupełnie bezimiennym  chwastem lub krzakiem.

Jak myślicie jak to się stało, że wrócił trend na kwiaty sprzed lat?

Joanna Sz.: Trend przyszedł z zagranicy. Jak prawie wszystko, co trafia do nas. Polska nie byłaby na tyle odważna by wrócić do asparagusa, geranium, paprotki. A to są kwiaty z naszego dzieciństwa!

Skąd pomysł na aranżację lokalu?

Joanna Sz.: Pomysł na całość był nasz. Nie musiałyśmy robić większego remontu, lokal wymagał jedynie malowania. Wielka szafa jest od mamy Asi. Pamiętam ją z jej domu, z czasów licealnych. Mama ją niedawno odświeżyła. Parę innych mebli też dostałyśmy od niej. Lada jest zrobiona na zamówienie przez naszego stolarza. Tak naprawdę to kwiaty wypełniają wnętrze i nadają mu charakteru.

Jakie są Wasze plany na przyszłość?

Asia H.: Nasze plany to na pewno warsztaty. Zajęcia o różnej tematyce kwiatowej rzecz jasna, umożliwiające każdemu zabawę w ZPT! Ostatnio modne DIY jest wynikiem tego jak bardzo cieszy nas, że możemy zrobić coś sami, spróbować swoich sił na różnych płaszczyznach tworzenia i w efekcie posiadania czegoś wyjątkowego.  Fajne jest to, że teraz nie trzeba wydać strasznie dużcyh pieniędzy, żeby mieć coś wyjątkowego. Teraz wyjątkowe jest to, że zrobisz coś własnymi rekami i według własnego pomysłu.

 

 

Żeby zobaczyć co nowego w Lila, wpadajcie tu.

Tekst: Magda Jabłońska, zdjęcia: Sylwia Wojtkowska

  • Asia

    Absolutnie fantastyczne miejsce! Przez jakiś czas obserwowałam dziewczyny tylko na Facebooku, gdzie wrzucały cudowne zdjęcia. Ale niedawno wybrałam się do kwiaciarni zobaczyć ją na żywo i wyszłam całkowicie oczarowana 🙂 Super!

    https://blogbooksandbeauty.wordpress.com/

    Kwiecień 13, 2017 at 10:49 am Odpowiedz
  • Ania

    Super fajna inicjatywa <3 Osobiście zgłaszam jeszcze zapotrzebowanie na hotel dla kwiatów – może dziewczyny mogłyby rozszerzyć swój biznes ? 🙂 takie miejsce gdzie izba przywieźć swoje rośliny na czas urlopu . Moznaby im zastosować jakieś kuracje zlecić przesadzanie itp. 🙂

    Kwiecień 13, 2017 at 1:54 pm Odpowiedz
    • ola

      🙂 Dobry pomysł!

      Kwiecień 14, 2017 at 8:18 am Odpowiedz
  • Dorota Zegarowska

    Dwie fantastyczne dziewczyny dobrały się jak w dwie połówki pomarańczy (bo nawet nie jabłka). Pani psycholog i dekorator wnętrz i weterynarz, a zatem obydwie macie serca takie do przyłożenia do rany. Cudne. Tak trzymajcie 🙂

    Kwiecień 13, 2017 at 6:29 pm Odpowiedz
    • ola

      🙂

      Kwiecień 14, 2017 at 8:17 am Odpowiedz

Zostaw komentarz