do góry

Hygge Recenzja – Świat w płomieniach

Być kobietą w świecie sztuki.

Dlaczego kobietom trudniej niż mężczyznom odnieść karierę w sztuce? Dlaczego to, co stworzone przez mężczyzn, zyskuje rozgłos i uznanie, a to, co kobiece – budzi politowanie bądź traktowanie jest jak fanaberia? Na te pytania próbuje odpowiedzieć w swojej nowej książce Siri Hustvedt – amerykańska pisarka norweskiego pochodzenia, eseistka, poetka a przy okazji – żona Paula Austera.

Hariet Burden – bohaterka „Świata w płomieniach” to nowojorska artystka, żona znanego i cenionego marszanda, matka dwójki dorosłych już dzieci, przez lata nie mogąca jednak doczekać się uznania dla swoich prac. Świat sztuki traktował jej dzieła jako fanaberie bez znaczenia. Dobiegając sześćdziesiątki, już po śmierci męża, Harriet wpada na szatański pomysł – pomysł mistyfikacji, która już sama w sobie miała być dziełem stuki. Trzy przygotowane przez siebie, znacznie różniące się stylem instalacje przedstawiła – za zgodą trzech młodych artystów-mężczyzn – jako ich dzieła. Nietrudno się domyślić, że prace odnoszą gigantyczny sukces. Historia trzech wystaw stanowi kanwę opowieści, będącej kolażem różnych źródeł – dzienników Harriet, artykułów prasowych, czy spisanych ustnych przekazów, opowiadanych przez osoby z bliższego bądź dalszego otoczenia Harriet. Dzięki takiej wielogłosowej narracji czytelnik otrzymuje wiele punktów widzenia, wiele opinii, oraz pełen obraz wydarzeń, które sprowokowała Burden. Pod męskimi nazwiskami sztuka bohaterki stała się poważna, progresywna, nowoczesna i zachwycająca. Performance, który miał być zemstą na męskim świecie, niespodziewanie jednak dla samej Harriet wymknął się spod kontroli. Plan powolnego ujawniania prawdy i tryumfu Burden jako artystki nie udał się tak, jak tego oczekiwała. Dlaczego? Tego zdradzić nie mogę. Zaciekawionych odsyłam do lektury.

 

 

Ksiąka Hustevedt jest powieścią o tym, jak zawodowe decyzje wpływają i determinują życie samego artysty. Jest opowieścią o kobietach w tajemniczym i zagadkowym dla laików świecie sztuki, o ich marginalizacji i niedocenianiu, ale też – opowieścią o żonach i matkach. Burden bowiem, mimo wykształcenia, inteligencji, ambicji i niewątpliwego talentu, przez ogromny okres swojego życia traktowana była tylko i wyłącznie jako żona marszanda oraz matka jego dzieci. Sumiennie wypełniając obowiązki wobec rodziny – nieustannie pragnęła jednak czegoś więcej. Ale przede wszystkim – „Świat w płomieniach” jest historią o starzeniu się i starości. Harriet dopiero po sześćdziesiątce znajduje ujście dla swoich artystycznych wizji, znajduje miłość i uczuciową stabilizację. Hustvedt pokazuje, że to nie wiek decyduje o naszej aktywności i sprawności. Intelektualnej i zawodowej. Bo to determinacja, sztuka i nieustanna potrzeba doceniania są najważniejsze. Przynajmniej dla bohaterki „Świata w płomieniach” – książki niebanalnej, zaskakującej i mądrej o kobiecie, która miała odwagę zawalczyć o uznanie i rozgłos dla swojego talentu.

Siri Hustvedt, Świat w płomieniach, Warszawa 2017

Tekst: Gosia Walendowska.

Zdjęcia: Jakub Mysiński.

 

 

 

 

 

 

Zostaw komentarz