Wyprawy

Delta Mekongu – Pływające Targi

Tekst & Zdjęcia: Karolina Krzysiak

 

Pobudka o 5.00, szybkie śniadanie w niewielkim hostelu i wskakujemy na skutery, które mają nas dowieźć do brzegów rzeki Mekong, skąd ruszymy zobaczyć osławione wietnamskie pływające targi.

 

 

Nie oszukujemy się, że będzie to dzika podróż w nieznane, bo wiemy doskonale, że ten rodzaj ‘rozrywki’ oferuje każda z miejscowych agencji turystycznych, czy hoteli. Przez cały rok mnóstwo zachodnich turystów podróżuje do południowego Wietnamu, wkłada charakterystyczny stożkowy kapelusz Non La, chwyta wiosło w dłoń i voilà – eksploracja nieznanej kultury rozpoczęta. Nic w tym złego, bo obie strony czerpią z tej wymiany całkiem spore korzyści. Wietnamczycy dokładnie wiedzą czym zachwycić turystów i jakie sekretne miejsca pokazać ‘tylko im’, by przywieźli do domu niezwykłe zdjęcia i opowieści, w zamian chcą tylko na tym zarobić i utrzymać tradycję pomimo trudnych okoliczności.

Pływające targi to część kultury Azji Południowo – Wschodniej, która jest ciągle żywa i warto ją zgłębić, niezależnie od liczby turystów obserwujących ten rodzaj handlu. Właśnie dlatego dołączyliśmy do grona wynajmujących łódkę przybyszy z zachodu i, wraz z jej właścicielem, przed wschodem słońca wypłynęliśmy, by poznać deltę Mekongu.

 

 

Handel na rzece trwa zwykle tylko do godziny 9.00, dlatego ważne jest, by wyruszyć jak najwcześniej. Wschód słońca zastał nas, gdy zostawiliśmy już daleko w tyle Can Tho, z którego wypływaliśmy. Niebo się rozjaśniało i odsłaniało przybrzeżne, stojące na palach lepianki. Ktoś robił pranie, ktoś spał na przydomowym hamaku, kto inny szykował łódź.

 

 

Po chwili zza zakrętu zaczęły pojawiać się pierwsze niewielkie barki i łódki pełne świeżych ananasów, kokosów i arbuzów. Powoli rozpoczynał się handel. Łodzie podpływały jedna do drugiej wymieniając kolorowe owoce na równie wielobarwne wietnamskie dongi. Kupcy tworzą swoiste banery reklamowe wbijając produkty, które sprzedają na długie tyczki. W taki sposób, z daleka, rozróżnić można, sprzedawcę arbuzów od właściciela plantacji ananasów. Na rzece trwa też handel zwierzętami i naczyniami, a niektórzy mieszkańcy oferują nawet podstawowe usługi, na przykład fryzjerskie.

Wietnamskie pływające markety to tradycja znana prawdopodobnie od wieku XIX, kiedy to mieszkańcy przemieszczali się licznymi odnóżami i kanałami rzeki Mekong, pomiędzy żyznymi polami uprawnymi a głównym nurtem, gdzie mogli sprzedawać swoje dobra. Cała sztuka polegała na ‘utrzymaniu się na powierzchni’, zarówno jeżeli chodzi o rynek zbytu, jak i unikanie często nawiedzających te tereny powodzi. Do tej pory niektóre z łodzi służą za mieszkania, choć jest to raczej niknący zwyczaj wśród tych współczesnych nomadów. Nie potrzeba było wykształcenia, czy przystosowania do życia na powierzchni, gdy Mekong dawał wodę i pola uprawne, a także sąsiadów, wśród, których kwitnie handel wymienny i życie towarzyskie.

 

 

Podczas, gdy wybrzeża Mekongu i okoliczne domostwa zatopione w bujnej przyrodzie są ciche i spokojne, jego nurt to festiwal kolorów i smaków, głośny od rozmów i okrzyków reklamujących swe usługi kupców.

 

 

Zmieniająca się rzeczywistość dociera jednak i tutaj. Konkurencyjne ceny ‘na lądzie’ i wygoda, sprawiają, że pływający market nie może być dłużej jedynym źródłem utrzymania rodzin, a umiejętności nabyte od rodziców, nie wystarczą już młodym Wietnamczykom na utrzymanie się ‘na powierzchni’ współczesnego świata.

Wraz z umieraniem kolejnych pokoleń, tradycja handlu na wodzie zanika, a paradoksalnie jedyne, co może utrzymać ją przy życiu, to ci, traktowani nieco z przymrużeniem oka, rządni nowych doświadczeń turyści.

To dla nich nadal jest sens gotować zupę i podtrzymywać rodzime zwyczaje sprzedawania świeżo siekanego ananasa z łodzi do łodzi, czy krycia głowy od słońca kapeluszem Non La. W zamian za ten kawałek egzotycznej kultury i 20$, przybysze z zachodu będą mogli chwalić się zdjęciami portretów wietnamskich kupców i kolorowych łodzi, a co bardziej marudni narzekać na swoich blogach na to w jak bardzo komercyjnym przedsięwzięciu mieli właśnie okazję brać udział.

 

Komentarze 1

  1. Delta Mekongu: Wietnam Południowy – SKĄDINĄD
    Reply
    9 Sierpień, 2018

Zostaw Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *