Odwiedziny

Elwira Rutkowska

Dziś w naszych Odwiedzinach Elwira Rutkowska. Tym razem dwie miejscówki. Jej warszawskie mieszkanie i pracownia. Oba miejsca położone są blisko Łazienek Królewskich. Elwira jest kostiumografem i stylistką. Na wywiad i sesję zdjęciową spotykamy się w jej mieszkaniu. Sesja w mieszkaniu zrobiona, przenosimy się do pracowni, sesja w pracowni zrobiona, a z wywiadu nici, bo ciągle rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Postanawiamy przeprowadzić go wieczorem w domu, ale kończy się na tym, że Elwira gotuje wielki gar tajemnego wywaru z imbiru (ponoć stawia na nogi przy przeziębieniu) nadal rozmawiamy, ale nie o tym co trzeba. Ostatecznie wywiad przeprowadzamy rano przy śniadaniu w warszawskiej Mozaice.

Jak trafiłaś do Warszawy?

Elwira: Zanim ponownie wróciłam do Warszawy, w której mieszkam z przerwami od 15 lat, przez moment ze względu na pracę mieszkałam w Łodzi i 3 lata w Krakowie gdzie zajmowałam się visual merchandisingiem jednocześnie studiując projektowania ubioru w tamtejszej szkole. Z mojego rodzinnego miasta uciekłam zaraz po maturze. Kompletnie go nie czułam, nie odnajdywałam się w nim.

Gdzie się wychowałaś?

Elwira: Wychowałam się na szaro – malowniczych radomskich blokowiskach. Niestety jeśli chcesz super historii o kreatywnych ludziach, którzy popychali mnie do rozwijania swoich pasji – nie usatysfakcjonuję Cię. Szkoła średnia, całe szczęście nieumiejętnie zabijała wszelakie przejawy mojej na tamten czas „inności”, chęci rozwoju artystycznego czy generalnie potrzeby rozwoju jakiegokolwiek.

Moja mama zawsze robiła coś z niczego. To ona zaraziła mnie miłością do ciucholandów, które od dziecka z nią odwiedzałam. Szyła i projektowała moje sukienki kiedy tańczyłam na turniejach tańca, robiła na drutach, wymyślała piękne kokardy do włosów z resztek tkanin. W sezonie świątecznym były także robione ręcznie z zebranego w lesie igliwia wianki sprzedawane na pobliskim targu czy też sezonowa, prawie fabryczna produkcja skórzanych plecaków, którym zawsze po szkole musiałam przez parę godzin wybijać dziury w zapięciach. Oj dużo by wymieniać …

Ja to obserwowałam i chłonęłam. Od małego wiedziałam, że chcę robić to, co robię teraz. Gdy widziałam prezenterkę w Dzienniku Telewizyjnym, mówiłam: ja będę kiedyś ubierała tą panią. Tworzyłam i rysowałam od małego kolekcje ubrań, robiłam sukienki dla lalek z tranzystorów i kabli wyszperanych w zakładzie elektronicznym ojca.

Jesteśmy dziewczyńską rodziną, w której każda z sióstr ma zdolności manualne. Najstarsza siostra Iza pięknie maluje i rysuje. Ewa do tej pory bawi się w decoupage i dzierga bardzo pracochłonne bombki na choinkę. Nasza babcia mieszkała w starym, biednym domu na wsi gdzie całe życie malowała obrazy pomimo ogromnej wady wzroku, która uniemożliwiała jej prawidłowie widzenie. Malowała węglem, pastą do zębów, tym co miała pod ręką. Jej obrazy wiszą w każdym z moich pokoi. Są dla mnie bardzo ważnym elementem w moim mieszkaniu. Częścią historii o mojej rodzinie.

 

 

 

 

 

Zbierasz dużo rzeczy.

Elwira: Zbierałam od zawsze. Za każdym razem kiedy wiedziałam, że nie mam miejsca na kolejny „skarb” z ciucholandu, mówiłam sobie, że wszystkie te rzeczy będą i tak kiedyś wisiały w mojej pracowni więc na razie mogę trzymać je w pudłach. Jestem zbieraczem wszystkiego tego co może przydać mi się podczas pracy przy kostiumach: perełki, igiełki, koraliki, tasiemki, guziczki, klamerki…

Mam tego tysiące. O materiałach nie wspomnę. Marzą mi się podróże w najdalsze zakątki świata, z których mogłabym przywozić unikatowe tkaniny i pasmanterie. Zbieractwo tyczy się także domu. Kocham design i urządzanie wnętrz. Powoli zaczynam zbierać porcelanę i szkło, dla której w głowie mam już zaprojektowaną odpowiednią witrynę pod sam sufit. Oczami wyobraźni dostawiam już do niej projekty figurek Henryka Jędrasiaka, serwisy Wincentego Potockiego czy Lubomira Tomaszewskiego. Na razie tylko oczami wyobraźni!

Z resztą widzisz jak to u mnie wygląda – z każdego rogu wystaje a to flakon, a to obrazek, szkatułka czy stare puzderko. Uwielbiam rzeczy z historią i wiem że będzie ich coraz więcej. 

Jak długo mieszkasz w swym obecnym mieszkaniu?

Elwira: Około pięciu lat. Wcześniej wynajmowałam mieszkanie również na Mokotowie. Kocham tę zieloną dzielnice.

Co było w tym mieszkaniu, gdy je znalazłaś?

Elwira: Był stół i szafa. Przepiękna, wielka, stara kolubryna taka, której choćbyś chciała z miejsca nie ruszysz. Zawsze chciałam mieć ogromną i leciwą szafę bo kojarzy mi się z moimi dziecięcymi marzeniami i tęsknotami za wielkimi przygodami. Jestem fanką Opowieści z Narnii, była to jedna z pierwszych przeczytanych samodzielnie książek. O rany! Jak ja chciałam przez tę bajkową szafę i jej czeluści przechodzić by znaleźć się w innym świecie! Zatem jak widzisz stara szafa chodziła ze mną całe życie więc czekała i tu!

A reszta mebli?

Elwira:  Tak jak już mówiłam kocham zbierać przedmioty z historią. Jestem estetką i lubię się otaczać ładnymi rzeczami. Gdybym miała dużo pieniędzy to bym zwariowała! Cały czas bym coś zmieniała, kupowała, licytowała i kolekcjonowała. Kiedy pieniędzy masz mniej niż byś chciała, musisz kombinować. Z tego kombinowania wziął się teraźniejszy wygląd mojego domu. Taka odwieczna, arcyciekawa robota patchworkowa. Tu odnowić, tam kupić na targu staroci, tu doszyć poduszkę, tam dowiercić i dokręcić. Myślę, że nie trzeba mieć wielkiego zaplecza finansowego, żeby coś stworzyć. Np. za ramę do łóżka dałam 160 złotych, za unikatową, welurową kanapę z lat 60tych 550 zł, drewniany kredens to koszt 200 polskich złotych. Robię odwieczne przemeblowania. Jak jestem zmęczona i chce chwile uspokoić mózg to zabieram się do tzw „żonglerki” meblami i przedmiotami. To mnie serio uspokaja! Wszyscy moi bliscy, którzy mnie dobrze znają dziwią się gdy np. po dwóch tygodniach nieobecności podczas wizyty u mnie zauważają, że wszystko stoi NADAL na swoim miejscu! Jestem w stanie przynajmniej raz na trzy miesiące przenosić sypialnię do salonu, a salon do sypialni. Urządzanie wnętrz stoi u mnie na równi ze stylizacją.

Opowiadaj o kanapie!

Elwira: Kanapa to projekt domu towarowego Sears z roku 1952. W latach 90tych została zakupiona w Calgary przez wcześniejszą właścicielkę. Z nią przypłynęła do jej polskiego domu w Konstancinie. Kupiłam ją przez internet. Jest trafiona w punkt. Nietuzinkowa, charakterystyczna i ten musztardowy welur ..

 

 

 

 


 

Jak wyglądały początki Twojej pracy?

Elwira: Od początku życia zawodowego pracowałam z ciuchami. Najpierw w odzieżowej sieciówce jako sprzedawca, później kierownik sklepu, następnie visual merchandiser w dopiero co wprowadzonej na rynek polski nieznanej marce odzieżowej H&M;) Zawsze chciałam być w tym punkcie, w którym jestem teraz. Mieć pracownię, która jest multidyscyplinarna, której przestrzeń pozwala na twórczą pracę z kostiumami i stylizacją. Gdy 8 lat temu przyjechałam z powrotem do Warszawy zamieszkałam z fotografką Iwoną Chrząstek. Z racji tego, że miałam ogromne zaplecze ciuchowe, które zbierałam przez lata, postanowiłyśmy robić amatorskie sesje. Efekty Naszych poczynań zamieszczałyśmy na Facebooku.

Po jakimś czasie zdjęcia zauważył właściciel agencji Shootme Michał Majewski, który zadzwonił pewnego dnia i zaproponował współpracę z fotografem Jackiem Kołodziejskim. Była to sesja do okładki magazynu Aktivist, którego tematem numeru było miasto. Wymyśliłam, że chciałabym zrobić miasto na głowie modelki. Wykonałam kapelusz, który miał 90 cm średnicy i mieścił na sobie – zoo, zwierzęta, autostradę, dworzec kolejowy, sklep, park i wszystko to co kojarzyło mi się z miastem. Ku mojemu zdziwieniu cały kapelusz dało się nosić na głowie. Tak się zaczęło. Rzuciłam wszystko. Zwolniłam się z pracy. Postawiłam wszystko na jedną kartę i zaczęłam stylizować i robić kostiumy  licząc, że ta współpraca to nie jednorazowe zlecenie.

Kiedy powstała pracownia?

Elwira: Pracownia powstała rok temu. Początkowo szukałam małego miejsca, skończyło się jak zwykle;) Praca stylistki to ciężka i fizyczna praca. Ciągłe noszenie, przenoszenie, bieganie. W pewnym momencie mieszkanie przestało wystarczać. Zawsze też chciałam oddzielić życie prywatne od pracy. Mieszkanie jest moją oazą i miejscem wypoczynku. Przed wynajęciem pracowni miałam listę wytycznych: musi być parter (bo non stop nosimy torby), duży przedpokój (bo wchodzisz z torbami, które obijają się o wszystko) i koniecznie dużo szafek na schowanie rzeczy typu pasmanteria i dodatki. Ta przestrzeń taka właśnie była. Były co równie ważne białe ściany, stara podłoga, przestronna kuchnia  i okna wychodzące na zieleń Łazienek Królewskich. Powstała pracownia, przestrzeń twórcza dla mnie i mojego teamu,  gdzie możemy, co dla Nas również istotne siąść z agencjami i przegadywać pomysły, zapraszać na PPM’y ( pre production meeting) i organizować duże przymiarki przed reklamami czy teledyskami. Pracownia dała mi nowe możliwości. Od czasu do czasu organizuję np. wyprzedaże części moich zbiorów i zamieniam pracownie na butik z unikatowymi ciuchami. Mam wtedy parodniowe dziewczyńskie super spotkania połączone z zakupami i fajnymi rozmowami. Oczywiście poza wyprzedażami można się ze mną umówić indywidualnie by poszperać w rzeczach wystawionych na sprzedaż. Wystarczy napisać.

 

 

 

 

Jak wygląda Twoja praca na codzień?

Elwira:  Chyba ciężko to opowiedzieć w skrócie. Jest mocno chaotycznie, energetycznie, szybko i kreatywnie. Wszystko zależy od zlecenia, nad którym w danym momencie pracuję. Zajmuję się zarówno stylizowaniem sesji zdjęciowych, reklam, teledysków czy kampani jak i ukochanymi przeze mnie kostiumami. Lubię robić coś od samego początku. Wymyślać, projektować, szyć. Im trudnie, tym bardziej satysfakcjonuje mnie sam proces i realizacja. Często działam pod presją czasu i o dziwo ta presja daje mi ogrom adrenaliny i motywacji. Przy zleceniach cenię sobie pracę z ludźmi, którzy mi ufają oddając się w pełni mojemu doświadczeniu. Oczywiście praca to druga połowa mojego życia, w której by się spełniać musiałam odnaleźć czas na inne pasje, a przede wszystkim czas na życie prywatne.

A wnętrze pracowni? Jak powstało?

Elwira: Pracownia powstała któregoś zapewne ładnego dnia w mojej głowie;) Wiedziałam co chcę i przełożyłam to na papier. Wzięłam kartkę A5, poprosiłam przyjaciółkę by narysowała odręcznie to co jej opowiem. Powstał naszkicowany projekt ściany głównej, z którym pojechałam do zaprzyjaźnionego kowala. Zbudowaliśmy metalową konstrukcję z wieloma miejscami na eksponowanie ubrań i butów z centralnym miejscem na lustro mające 2,6 metra wysokości. Jest też dużo różnych manekinów, bo są nieodzownym narzędziem tej pracy, wielki drewniany stół do wygodnego rysowania oraz pełno kwiatów, których już nie liczę bo co rusz przybywają kolejne.

Największe wyzwanie?

Elwira: Największe wyzwanie zawodowe to dwie edycje programu Top Model, w którym byłam kostiumografem. Każda edycja to 2,5 miesiąca ciągłej pracy mojej i całego zespołu. Trzeba pamiętać, że programy komercyjne rządzą się swoimi prawami. Mimo wielu niedogodnień starałam się przeforsować jak najwięcej pomysłów i mimo wielkiej presji czasu i czasem braku możliwości robić jak najwięcej niekomercyjnych i niesztampowych rzeczy. W trakcie realizacji programu musiały powstać dwie duże kolekcje ubrań dla uczestników – finałowa i początkowa jako metamorfozy wybranej czternastki, około dwunastu sesji zdjęciowych, do których w dużej mierze kostiumy musiały być szyte przez wzgląd na ekstremalne warunki, w których się odbywały. plus znaczna ilość stylizowanych zadań dla uczestników w każdym z odcinków.

Jako kostiumograf muszę często dostosować się do tego, czego oczekuje klient. Podczas Top Model udało się połowicznie spełnić swoje ambicje, jednocześnie zadowolić zleceniodawcę. Co najważniejsze miałam możliwość współpracy z fajnym reżyserem, który mi zaufał. Poza tym wiem, że największe wyzwania dopiero przede mną. Mam głowę pełną planów, które powoli i sumiennie staram się wcielać w życie.

Zmiana tematu. Co Cię relaksuje?

Elwira: Całe szczęście nie relaksują mnie tylko przemeblowania;) Lubię wyjeżdżać do lasu. Kocham wyjeżdżać do lasu! Największe marzenie z tych związanych z relaksem to domek obok lasu, by móc do niego uciekać czasami na odpoczynek i doładowanie wewnętrznych baterii. Kocham naturę, kocham przyrodę, czuję się jej integralną częścią, przytulam się do drzew, staram się robić dla niej jak najlepiej, tak by ona oddawała mi swoje dobra. Lubię też spędzać czas sama ze sobą. W tym sukces jakiegokolwiek relaksu. Akceptacja siebie, tego kim i jakim się jest. Relaksuje mnie spokój, podróże te bliskie i dalekie, miłość, dobro i ładna muzyka w backgroundzie.

 

 

Wywiad: Ola Koperda, zjdęcia: Kachna Baraniewicz.

Komentarze 2

  1. Paulina
    Reply

    Czekałam na te odwiedziny! Przepięknie… kolorowe ściany, vintage, kwiaty, no bosko!

    22 Październik, 2017
    • ola
      Reply

      Dziękujemy!

      22 Październik, 2017

Zostaw Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *