Miejsca

Galeria Henryk

Dziś wpadamy z wizytą do Henryka. Henryk to galeria, szkoła rysunku i malarstwa oraz fundacja. W pierwszym roku funkcjonowania Henryk był project space’em, przestrzenią eksperymantalną. W kolejnym roku zapadła decyzja by podjąć się działalności komercyjnej – spróbować reprezentacji artystów i handlu sztuką. Henryka tworzą: Mateusz Piezga – architekt, edukator, Aleksander Celusta – kurator oraz Michał Sroka – artysta, architekt.

Jak powstał Henryk?


Mateusz: Biorąc pod uwagę  nasze umiejętności i wspólne zainteresowania postanowiliśmy połączyć siły i przekuć je w spójną formę, którą okazał się być Henryk. Ponad dwa lata temu mieliśmy w głowach masę pomysłów i nieco rozmyty obraz przyszłości, więc wymyśliliśmy sobie taki model działania, w którym mały biznes, czyli w naszym przypadku szkoła, wesprze działania galerii. To uruchomiło całą maszynę.

Aleksander: Takie rozwiązanie wytworzyło pewnego rodzaju finansowy wentyl bezpieczeństwa, dzięki któremu mogliśmy zacząć działać wystawienniczo. Chcieliśmy stworzyć miejsce spotkań, budowania artystycznych wartości i relacji, a przede wszystkim przełamania powiewu stagnacji, która zaczęła wkradać się do naszego miasta:) Mieliśmy ogromną potrzebę zdmuchnąć kurz z nieco zardzewiałych już artystycznych mechanizmów.

Jak powstała nazwa?

Mateusz: Dość długo szukaliśmy lokalu, który będzie nam odpowiadał. Pierwszy, który znaleźliśmy był na ulicy Henryka Siemiradzkiego. Uznaliśmy, że to zabawne i przewrotne w kontekście naszych planów stworzenia współczesnego artystycznie i progresywnego miejsca przy ulicy noszącej imię podręcznikowego klasyka sztuki. Ostatecznie tego lokalu nie wynajęliśmy i wylądowaliśmy na Wrzesińskiej, lecz przestrzenny żart tkwił nam nadal głęboko w głowach, więc postanowiliśmy nazwać nasze miejsce Henryk

Aleksander: Oczywiście potraktowaliśmy to mocno w kategorii żartu, a nie dlatego że chcieliśmy kontynuować spuściznę Akademizmu.

Kiedy zaczęliście reprezentować artystów?


Mateusz: Po pierwszym roku działalności Henryk zaczął stawać się widoczny na polskiej scenie artystycznej. Zaczęło się robić o nas coraz głośniej. Po roku eksperymentów i szukania ścieżek postanowiliśmy stworzyć grupę artystów, których moglibyśmy reprezentować, wspierać i sprzedawać ich prace.

Aleksander: Pojawiały się też motywujące recenzje, które napędzały nas do działania. Zawsze zwracaliśmy uwagę na młodych artystów i ich proces „dorastania”, dlatego też zdecydowaliśmy się stworzyć właśnie taką wspierającą się grupę u podstaw. 

Henryk to też fundacja.

Mateusz: Tak. Fundację założyliśmy we trójkę. Ideą Henryka od samego początku było tworzenie miejsca, które odpowiada na potrzeby ludzi i przede wszystkim artystów, nie jest tylko szkołą czy zamkniętą galerią, ale miejscem otwartym, w którym można zrealizować swoje artystyczne potrzeby. Mi zawsze zależało na tym, by prowadzić zajęcia dla ludzi za darmo. Zajęcia plastyczne są drogie i wielu osób na nie nie stać. W tym roku udało nam się dostać grant z Ministerstwa Edukacji na projekt edukacyjny, który obecnie realizujemy: Przedmiot – Przestrzeń – Miasto. Są to zajęcia dla trzech grup wiekowych: dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Warsztaty dotykają tematów sztuki współczesnej, architektury i urbanistyki.

Aleksander: Fundacja stanowi bardzo ważny filar naszej działalności, dzięki niej możemy realizować nasze założenia i ideę Henryka. Na tym polu możemy współpracować nie tylko z artystami, ale także teoretykami, historykami sztuki, socjologami czy psychologami.

Jak dobieracie artystów, których pokazujecie?

Aleksander: Od początku bazowaliśmy na lokalnym researchu. Wielką pomocą był Michał, który jest osobą ze środowiska. Podsuwał nam pewne tropy, rozwiązania oraz sugerował artystów. Pierwszy rok naszej działalności opierał się na debiutach. Wystawy, które miały miejsce były to pokazy świeżo upieczonych absolwentów lub pierwsze indywidualne wystawy.

Aleksander, jak to się stało, że zacząłeś kuratorować?

Aleksander: Myślę, że stałem się kuratorem z jakiejś wewnętrznej potrzeby komunikowania się ze światem. Jest to dla mnie pewnego rodzaju medium. Mogę współtworzyć wypowiedź wraz z artystą i to się super uzupełnia. Czasem zastanawiam się, gdzie znajduje się granica pomiędzy nimi, gdzie kończy się kuratorowanie, a gdzie zaczyna mówić artysta. Często powstają wystawy, które są spójną formą przekazu i nijak to rozdzielać. Sztuką interesuję się już od wielu lat i czuję, że jest to bardzo ważne i istotne narzędzie do tworzenia dialogu ze społeczeństwem. W tym momencie stoję po stronie osoby formułującej przekaz i jest to z jednej strony pociągające ale jednocześnie też bardzo odpowiedzialne zadanie.

Wierzę, że sztuka jest ważną formą życia społecznego. Jest to sfera życia każdego z nas, która powinna być rozwijana i pielęgnowana. Dla mnie to nauka empatii dla świata i motywacja do stawiania mu czoła. Z założenia chcemy przebijać się przez malkontenctwo i przysłowiowe „nie da się”. Działanie, ruch, zmiana!

Na otwarcie ostatniego sezonu w Henryku pokazane zostały trzy wystawy: “Żebro Adama” w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, “Second Coming” w Galerii Henryk na ulicy Wrzesińskiej i “Łaska pańska na pstrym koniu jeździ” w tymczasowej przestrzeni na ul. Rakowickiej. Wszystkie trzy wystawy zostały zaplanowane jako wypowiedzi wokół tematu mechanizmów rządzących rynkiem sztuki.

My mieliśmy szansę wpaść na ostatnią z nich. Wystawa miała miejsce w wynajętym mieszkaniu. Po wystawie oprowadził nas Aleksander.

Aleksander: Planując wystawę, zorganizowaliśmy wspólne spotkanie – artyści Henryka plus zespół. Zadaniem do wykonania było zrobienie najdroższej pracy, w którym interpretacja tematu była całkowicie dowolna. Na wystawie możemy zobaczyć pracę Pawła Dudziaka, Adriana Kolerskiego, Emilii Kiny, Filipa Rybkowskiego, Michała Sroki, Michała Soi i Katarzyny Szymkiewicz.

Adrian Kolerski zaproponował zestaw 183 rysunków z okresu swojej młodości. Jest on dosyć skrupulatny i zakręcony na punkcie archiwizacji, konserwacji i traktowania swoich prac. Otrzymaliśmy szereg wymogów formalnych, które mieliśmy spełnić przy ekspozycji prac. Policzone i zinwentaryzowane obrazki, które nie mogą zginąć. Do jego pracy na wystawie dołączyliśmy teczkę, w której prace przyjechały.

Praca Michała Sroki to makieta z elementów znalezionych w fabryce, w której ma pracownię. Praca odnosi się do figury artysty jako kreatora megalomana.

Kasia Szymkiewicz – tegoroczna laureatka nagrody Artystyczna Podróż Hestii tworzy wielowymiarowe instalacje. I tu pojawia się pytanie jak sprzedać tak duże realizacje. Artystka każdy z elementów swych instalacji traktuje autonomicznie. Można zakupić formy odłamków. Na każdy z takich elementów Kasia konstruuje pudełko. I te pudełka potraktowaliśmy na naszej wystawie jako dzieła sztuki.

Emilia Kina w swojej twórczości porusza się wokół motywu kurtyny i zasłonięcia. Prace najczęściej przyjmują formę obrazów olejnych, na wystawie można spotkać również standy do bannerów w kolorze niebieskim, który w tym kontekście odwołuje się koloru bilbordu reklamowego podczas jego zmiany/czyszczenia w przestrzeni miejskiej.

Od lutego Henryk zmienia swoją lokalizację. Będzie to większa przestrzeń na ulicy Krakowskiej 2 lutego o 19 w Henryku otwarta zostanie nowa wystawa: “Widzę, że sobie nie radzicie”, Pawła Susida – malarza, rysownika, projektanta, profesora warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Wywiad: Ola Koperda, Zdjęcia: Konrad Jurek.

Zostaw Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *