Odwiedziny

Gabi i Paweł

Dziś odwiedzamy mieszkanie w przepięknej kamienicy przy krakowskim Starym Kleparzu. Mieszkanie, w którym już po przekroczeniu progu czuje się, że dobrze się w nim żyje. Jest przestronne, pełne światła. To jedno z najprzyjemniejszych mieszkań w jakim byłam. Mieszkają tu Gabi Malacha, Paweł Śmietanka i ich trzynastomiesięczne bliźniaczki Ida i Pola, plus dwa koty: Beton i Joda.

Podczas naszej wizyty Ida postawiła swoje pierwsze, samodzielne kroki, co wprawiło ją w niemały zachwyt. Gabi obecnie przebywa na urlopie macierzyńskim. Z zawodu oboje są projektantami.

Skąd jesteście?

Gabi: Jestem z Rzeszowa, tak jak Paweł. W Krakowie mieszkam około 11 lat. Studiowałam wzornictwo na ASP. Z Pawłem poznaliśmy się dopiero w Krakowie, choć okazało się, że nasze babcie i mamy mieszkały przez lata na tej samej ulicy. Były sąsiadkami. My poznaliśmy się przez wspólnych znajomych.

Paweł: Ja studiowałem na kierunku, który był połączeniem kulturoznawstwa, językoznawstwa i informatyki. Jeszcze na studiach robiłem rzeczy związane z badaniem tego jak ludzie korzystają z serwisów internetowych. Potem zacząłem pracować w firmach informatycznych. Teraz pracuję w firmie zajmującej się Internet of Things. Jest to trochę jak projektowanie doświadczenia, które jest pomiędzy światem rzeczywistym, a światem cyfrowym. Czasem prowadzę też zajęcia na uczelniach. Ciekawe jest to, że pracuję w branży bardzo technologicznej, a my sami jesteśmy raczej analogowi.

 

 

 

 

 

 

 

 

Pamiętam, że kiedyś zrobiliście projekt, który nazywał się Radio Węzeł. Opowiedzcie coś o tym.

Gabi: Tak! Projekt powstał w ramach festiwalu Gdynia Design Days. Jako Nomad zostaliśmy zaproszeni do zrobienia projektu na wystawę. Hasło brzmiało – Sieci, a projekt miał być dedykowany specjalnie dla Gdyni. Gdynia słynie z dużej ilości zieleni i z tego, że jest to jedno z najlepszych miejsc do mieszkania w Polsce. Pomyśleliśmy, że fajnie jakby można było korzystać z tego na co dzień, szczególnie kiedy mieszka się w Krakowie, który mamy wrażenie różni się od Gdyni wszystkim! Stworzyliśmy projekt Radia Węzeł, które miałoby transmitować dźwięki z charakterystycznych miejsc miasta: lasu, plaży i portu. Chcieliśmy, żeby działał jak detoks przez uszy i podobno tak jest! Co prawda teraz dźwięki, które można odsłuchać są nagrane, a nie transmitowane na żywo, ale pozwoliło to osiągnąć pożądane przez nas wrażenie i mamy nadzieję, że miasto zdecyduje się kiedyś na zrealizowanie tego projektu, bo odzew był bardzo fajny.

Paweł: Chcieliśmy aby to doświadczenie było jak najbardziej zbliżone do tego, kiedy jesteśmy w danym miejscu. Dlatego z pomocą naszego znajomego akustyka Mateusza Romanowskiego stworzyliśmy urządzenie, które nagrywało dźwięki otoczenia binauralnie, tj. w sposób jak najbardziej zbliżony do tego jak słyszymy. Ten projekt był połączeniem większości naszych doświadczeń projektowania produktu. Są w nim nowe technologie, ale też trochę cięcia i szlifowania.

Od kiedy mieszkacie w tym mieszkaniu?

Gabi: Tu mieszkamy od stycznia 2016 roku. Gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży bliźniaczej, mieszkaliśmy na drugim piętrze bez windy. Koleżanka poradziła mi, że powinniśmy przenieść się niżej lub mieć windę. Okazało się, że była to dobra rada.

Paweł: Tego mieszkania szukaliśmy dość długo. Musiało mieć windę, dobrą lokalizację i dużo światła. Trudno było znaleźć takie, które miało zachowany klimat kamienicy. Zależało nam na tym aby miało oryginalny podział pomieszczeń, parkiet, drewniane okna i drzwi oraz białe ściany.

Gabi: Musieliśmy się spieszyć, ale nic ciekawego nie wpadło nam w oko. Mieszkanie musiało być bez mebli, bo mamy dużo swoich, uzbieranych przez lata. Tu była tylko kuchnia. Kiedy się wprowadzaliśmy byłam w 6 miesiącu ciąży. To co dla mnie było dużym plusem, to to, że z mieszkanie jest otwarte. Z kuchni widzę wszystkie inne pomieszczenia i mam dziewczynki na oku. Gdy tylko zobaczyliśmy tę kamienicę wiedzieliśmy, że tu zostaniemy. Kiedy się tu wprowadzaliśmy, kamienica była po gruntownych remoncie. Została wyremontowana tak, by jej pierwotny charakter nie ucierpiał.

Paweł: Właścicielami kamienicy są Polacy mieszkający w Anglii. Przywiązywali dużą wagę do szczegółów. Parkiety, które tu mamy, zostały ściągnięte, oczyszczone i ponownie położone. Większość drzwi jest oryginalna. Całe mieszkanie było gotowe do zamieszkania. Nie musieliśmy robić żadnego remontu.

To mieszkanie jest przez Was wynajmowane?

Gabi: Tak. I jest to świadoma decyzja. Gdybyśmy mieli własne mieszkanie na przykład na czwartym piętrze, pewnie musielibyśmy je teraz zmienić ze względu na dziewczynki. To mieszkanie jest w tym momencie bardzo wygodne, wszędzie mamy blisko. Mamy piękny balkon i piwnicę. Okazuje się, że piwnica może być ważna! Obok mamy Kleparz, który uwielbiam, kupujemy tam świeże warzywa i owoce.

Który mebel był Waszym pierwszym wspólnym meblem?

Gabi: Kuchenny stół kupiony na przecenie w IKEI. Kosztował chyba 500 złotych. Chyba nawet wzięliśmy go na raty! Dużo zbieramy albo znajdujemy. Mamy tu moje stare krzesło Pantona. Krzesła z komisu, fotele chierowskie. Lubimy nasz dywan, który przywieźliśmy z Bośni. Jest do naprawy, ale do tej pory nie udało nam się tego zrobić.

Paweł: W sumie większość rzeczy jest biała, czarna lub szara. Ale nie było specjalnego projektu lub założeń. Wszystko wychodziło w trakcie. Szukaliśmy zawsze czegoś co miało funkcjonalność. Nadal szukamy lamp.

Skąd macie regał?

Gabi: Regał, to mój projekt dyplomowy. Jakiś czas temu stworzyliśmy razem z Pawłem projekt NOMAD, który chwilowo jest w stanie uśpienia. Ja wielokrotnie przeprowadzałam się w Krakowie i zależało mi na regale, który będzie się rozrastał wraz z potrzebami i będzie łatwy do przetransportowania. Projekt spodobał się znajomym. Stwierdziliśmy, że założymy własną markę. Zależało nam na tworzeniu rzeczy customowych, takich które można zmieniać.

Chyba nie lubicie zbyt wielu przedmiotów we wnętrzu? Jak mieszkanie zmieniło się po urodzeniu się dziewczynek?

Paweł: Jakiś czas temu rozpoczęliśmy proces pozbywania się rzeczy. To co nie jest nam niezbędne przekazujemy dalej. Dużo książek przekazaliśmy do bibliotek.

Gabi: Chcieliśmy by mieszkanie było bezpieczne dla dzieci. Nie mamy dla nich kojca, zlikwidowaliśmy swoje łóżko. Zostawiliśmy materac, w którym śpimy wszyscy razem. Dziewczyny nie mają swoich łóżeczek. Karmię je piersią, więc wszystkim tak wygodniej. Większość rzeczy, które są dziewczynek, jest na wysokości ich wzroku, to zasada zgodna z koncepcją pedagogiczną Marii Montessori. Same wyciągają sobie książeczki ze swojej półki.

 

 

 

 

Jak wychowujecie dziewczynki? Macie jakieś założenia?

Gabi: Uważam, że nie ma sensu inwestować w nowe przedmioty takie jak wózki, my mamy używane. To co kupiliśmy to dobre krzesełka, które rosną z dzieckiem. To skandynawski projekt, który przetrwa kilkadziesiąt lat. Nie chcemy ich zasypywać zabawkami. Mamy ich tyle ile trzeba, większość jest wykonana z drewna. Choć często ich ulubioną zabawką jest plastikowa butelka i rurki, które w nią wkładają.

Paweł: Nie mamy telewizora i nie dajemy dziewczynom telefonu do rąk. Nie wyrywamy im go gdy się do niego dobiorą, a gdy prosimy raczej bez problemu nam go oddają. Nie chcemy też by traktowały go jak samo zło. Nie puszczamy im jeszcze bajek. Całe szczęście, że bardzo lubią książeczki. Teraz ważne jest dla nas to, żeby być blisko nich.

Oboje jesteście wegetarianami. Macie takie plany wobec dziewczynek?

Gabi: Teraz karmię je piersią. W ciąży miałam bardzo dobre wyniki. Mój lekarz wiedział, że nie jem mięsa.

Paweł: W tym momencie jedzą też to, co gotujemy dla siebie. Robimy jeden obiad. Nie dajemy im raczej jedzenia ze słoiczków. Stosujemy metodę BLW – dziewczyny od początku jedzą same rękami i jedzą tyle ile potrzebują.

Jak uczyłaś się wszystkiego? Działasz intuicyjnie, czytasz, czy ktoś Ci podpowiada co robić?

Gabi: Moja przyjaciółka była w ciąży w tym samym czasie co ja. Ma podobne podejście do wielu rzeczy. Miałam szczęście do ludzi, dużo dziewczyn wkoło. Część znajomych ma już dzieci. Tak poznaliśmy tą metodę karmienia. Wtedy dzieci szybko się usamodzielniają. Wszyscy możemy jeść jednocześnie. Od początku korzystaliśmy z chust, czasem nosiłam dwie jednocześnie. Na lewym i prawym biodrze! Teraz często noszę je w nosidłach. Tak łatwiej usypiają.

Sprzeczacie się czasem co do sposobu wychowania?

Gabi: To bywa trudne.

Paweł: To Gabi podejmuje decyzje!

Gabi: Coo? Staramy się ze sobą gadać. Dużo rzeczy wychodzi w praniu.

Po macierzyńskim urlopie chcesz wrócić do pracy?

Gabi: Tak. Zastanawiamy się jeszcze czy lepsza będzie niania czy żłobek. Chyba optujemy za nianią.

Co robicie razem z dziewczynkami w Krakowie? Jak zmieniło się Wasze codzienne życie po ich narodzinach?

Gabi: Nadal niestety mało jest miejsc, w których dzieci nie będą przeszkadzać innym. Często chodzimy na spacery na plac zabaw.

Paweł: Więcej czasu spędzamy w domu z dziewczynami i mniej wychodzimy. Dziewczyny nie lubią jeździć samochodem w fotelikach. Zupełnie tego nie tolerują. Trochę brakuje nam niektórych rzeczy. Wcześniej kiedy byliśmy bardziej niezależni, często robiliśmy spontaniczne wypady i wychodziliśmy wieczorami. Trochę było tak, że potrzebowaliśmy jakiejś zmiany, ale przyjdzie taki moment, że do tego wrócimy!

Gabi: Teraz wszystko musimy bardzo dobrze planować. To prawda co mówią, że jak się zostaje rodzicem organizacja się bardzo poprawia. Codzienność zmieniła się nam totalnie, ale lubimy ją. Mam poczucie, że te pierwsze lata z dzieciakami są bardzo wyjątkowe i ważne. Warto się postarać o to, żeby przeżyć je wspólnie jak najlepiej.

Ciężko być mama jednego dziecka. Bliźniaki to podwójne wyzwanie. Czy czasem masz gorsze chwile? Czy brakuje Ci czasem chwili w samotności?

Gabi: Ratuje mnie chyba to, że od razu zostaliśmy wrzuceni na głęboką wodę. Nie wiemy jak to jest z jednym dzieckiem. Pierwszy rok był dla nas ekstremalnym doświadczeniem, jeżeli chodzi o zmęczenie i organizacje. Było wiele gorszych chwil. Najtrudniejsze chyba jest dla mnie to, że cały czas muszę dzielić uwagę między dwoje dzieci. Teraz np. na placach zabaw kiedy muszę mieć oczy dookoła głowy.

Jak radzisz sobie ze zmeczeniem? Co pozwala Ci przetrwac trudne momenty?

Gabi: Mam niesamowite wsparcie w Pawle, często zajmuje się dziewczynami sam, a ja wtedy mam czas dla siebie. Często do równowagi pomaga zamknięcie się w łazience, długa kąpiel. Czasem wyjście z domu, na kawę masaż. Wracam wtedy do nich z nową energią i stęskniona.

 

Wywiad: Ola Koperda, Zdjęcia: Jakub Mysiński.

 

 

 

 

Zostaw Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *