Miejsca

Mapaya – Nigdy nie interesował mnie mainstream

 Wywiad: Ola Koperda / Zdjęcia: Daz Wilde & Miłosz Kozioł

 

Spotykam się z Martyną Wilde, która jako jedna z pierwszych zdecydowała się przyjąć Hygge w swoim domu. Dziś odwiedzam ją na krakowskim Kazimierzu, w sklepie stacjonarnym jej marki Mapaya. Pamiętam, że kiedy byłam tu pierwszy raz (mniej więcej dwa lata temu), w oko wpadły mi bambusowe torebki, które Martyna przywiozła z Tajlandii, a które w ostatnim sezonie pojawiały się niemal w każdym sklepie.

Jak powstała Mapaya?

Martyna: Przez parę lat mieszkałam w Anglii, tam poznałam mojego męża – Daza, który od półtora roku współtworzy ze mną Mapayę już na pełen etat. Zdecydowaliśmy się zamieszkać w Polsce, ale wcześniej, na parę miesięcy wyjechaliśmy do Indii. Tam zrobiłam kurs nauczycielski jogi. Była to moja pierwsza wizyta w Azji. Po powrocie do Polski, po latach spędzonych w Anglii ciężko było mi się odnaleźć. Szukaliśmy dla siebie miejsca i zajęcia. Daz jest artystą i grafikiem, ja zaczęłam uczyć jogi. Jako, że moja siostra zamieszkała w Tajlandii, zaczęłam ją odwiedzać. Krążyłam między Tajlandią, a Polską. Marzyło mi się robić zawodowo coś, co pozwoli mi żyć w podróży. Powoli zradzał się pomysł na Mapayę. A było to 7, 8 lat temu.

Mapaya czyli?

Martyna: Nazwę wymyśliłyśmy razem z siostrą. Zależało mi na tym, by nazwa była uniwersalna, brzmiała tak samo w różnych językach. Siedziałyśmy w Bangkoku, piłyśmy soki z naszych ulubionych owoców. Ja z papai, ona z mango. Z tych dwóch słów powstała Mapaya.

 

 

Zdecydowałaś się na prowadzenie marki modowej.

Martyna: Studiowałam kulturoznawstwo, na ostatnim roku zajmowałam się teorią mody. Interesował mnie system mody jako zjawisko socjologiczne. Było mi blisko do ubrań, ale bardziej w pojęciu stylu niż mody. Nie interesował mnie mainstream. Od zawsze czułam bunt przeciwko temu, co jest narzucone. Lubię rzeczy niebanalne i nietuzinkowe. I te, które mają “duszę”. Kiedy zaczęłam jeździć do Azji, zobaczyłam mnóstwo pięknych, ręcznie barwionych materiałów, które wyglądały jak dzieła sztuki. I to było punktem startowym Mapayi – aspekt rękodzielniczy, odpowiedzialna produkcja na małą skalę. Nie byłam jeszcze pewna czym będzie Mapaya, ale w Tajlandii poznałam Kimmy – specjalistkę od nadruków i wybarwień. Zakochałam się w rzeczach, które robiła i zaczęłyśmy współpracę. Jako pierwsze powstały sukienki. Byłam na miejscu i nadzorowałam cały proces produkcji. Mając zerowe doświadczenie w branży i importowaniu z Azji, początki nie były łatwe. Pierwsza dostawa dotarła do Krakowa w listopadzie, a wszystko to były letnie rzeczy! Pamiętam, że kiedy czekałam na tę dostawę, byłam podekscytowana, ale im bliżej Polski były ubrania, tym bardziej się stresowałam. Kiedy dotarł mój import, byłam wręcz przerażona:) Siedziałam nad kartonami z mnóstwem letnich sukienek. Ale wzięłam się w garść. Pokazałam ubrania znajomej, która kupiła je niemal w ilości hurtowej.  W grudniu pomimo letniego asortymentu wystawiłam też markę na targach i ubrania zostały dobrze przyjęte. Później pojawił się sklep internetowy.

Kiedy zaczynałaś, niewiele mówiło się o odpowiedzialnej modzie.

Martyna: To prawda. Dziś prawie wszyscy są świadomi tego, jak wygląda masowa produkcja odzieży. Fabryki w Kambodży wyglądają niemal jak więzienia. Wtedy nikt o tym nie mówił. Dziś wiele marek używa terminów: moda etyczna, transparentna. Czasem jest to tylko chwyt marketingowy. Dla mnie od samego początku było ważne, by każda rzecz zrobiona dla Mapayi, była zrobiona zgodnie z moim sumieniem, a tym samym ideologią fair trade. Nie jestem typową bizneswoman. Oprócz zysku liczy się dla mnie szereg innych czynników – na przykład to, czy wszyscy uczestniczący w procesie powstawania produktu są zadowoleni. Ludzie z którymi pracuję w naturalny sposób stają się moimi przyjaciółmi. Gdy jestem w Azji, mieszkam u nich. A w zeszłym roku gościłam w Krakowie pięć osób z Tajlandii. Mamy bliskie relacje chociażby przez fakt, że nasza współpraca trwa od wielu lat. Dla mnie od początku naturalną drogą była współpraca z małymi manufakturami i spółdzielniami. I do tej pory nic się nie zmieniło. Znam osoby, z którymi współpracuję. Regularnie jeżdżę do Kambodży, Tajlandii, Indonezjii, by być przy procesie produkcji. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to trochę zwariowane. Przecież to drugi koniec świata! Ale dzięki temu znam osoby, które tkają, farbują, robią biżuterię. Podoba mi się termin, stworzony przez dziennikarkę, która przeprowadzała ze mną wywiad do “Wysokich Obcasów”: Mapaya to moda empatyczna. Wszystko zależy od mojego wyboru, od tego z kim współpracuję. Czasem proces powstawania kimona trwa parę miesięcy, choć może dwie ulice dalej zrobiono by je szybciej i taniej.

Jak opisałabyś projekty Mapayi?

Martyna: Mapaya to etniczny styl w nowoczesnym wydaniu. Nasze ubrania to coś, co się czuje albo nie. Są specyficzne. Większość ma proste formy i jest w jednym rozmiarze.  Onesize ze względu na to, że sam proces wybarwień, tkania materiału jest tak skomplikowany, że na ten moment nie ma tu miejsca na pełną rozmiarówkę. Choć jest tak, że zdecydowana większość modeli wygląda świetnie na rozmiarze 34 i 44. Dla mnie nasz styl to mieszanka etno i grunge’u – czyli stylistyk, które są mi najbliższe. Takie nowoczesne, miejskie boho z artystycznym zacięciem. Mam klientki w najróżniejszym wieku – od dwudziestolatek, po siedemdziesięciolatki z dreadami. Ostatnio zauważyłam, że kupuje u nas coraz więcej mężczyzn – szczególnie kolekcje z grubszych ręcznie tkanych bawełn są mocno unisexowe. Większość ubrań powstaje w wyniku ręcznego tkania oraz barwienia, a sam proces barwienia często odbywa się przy użyciu naturalnych barwników – takich jak indygo, rdza czy owoce morwy. Nasza biżuteria robiona jest z ręcznie bitego srebra, mosiądzu, kryształu górskiego, onyksów; używamy też skóry pochodzącej z recyclingu starych torebek i kurtek. W dużym stopniu w projektach biżuterii  wykorzystujemy też technikę makramy – artystycznego wyplatania sznurka.

Mówisz, że nie jesteś projektantką.

Martyna: Nie jestem, nie lubię gdy tak się mnie nazywa. Uważam, że projektant to osoba która ma w tym kierunku gruntowne wykształcenie, a ja go nie mam. Jeśli chodzi o projekty Mapayi, często powstają one w kolaboracji z wytwórcami. Dyskutujemy, zastanawiamy się co i jak możemy zrobić. Część rzeczy od początku do końca wymyślam  sama lub z Dazem, począwszy od printu,wybarwienia, splotu materiału, po ostateczną formę. Daz stworzył też swoją linię szali, a ostatnio autorską kolekcję t-shirtów.

Powiedz jeszcze coś o najbliższych celach, planach.

Martyna: Zachować otwarty umysł i serce!

 

Zostaw Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *