Odwiedziny

Ola, Marcin & Franek

Wywiad: Ola Koperda / Zdjęcia: Michał Lichtański

 

Jesteśmy w Krakowie, w dzielnicy Krowodrza. 49-metrowe mieszkanie w bloku z lat 70., w którym mieszkają Ola Sztąberska, Marcin Jędrysiak i ich 6-letni syn Franek.

Gdzie się wychowaliście? Co studiowaliście?

Marcin: Ja w Krakowie. Mieszkałem z rodzicami i dziadkami w kamienicy koło parku Krakowskiego. Mój dziadek był fotografem i w tej właśnie kamienicy dostał mieszkanie z przydziału. Miało 150 m2; jeden spory pokój zajmowała pracownia z ciemnią. Panowała tam atmosfera tajemniczości. Dziadek Henio był z jednej strony poważnym człowiekiem – jednym ze współzałożycieli ZPAF-u (Związku Polskich Artystów Fotografików). Wydawał albumy, które cieszyły się dużym uznaniem, zgarniał wiele nagród. Z drugiej strony był ciepłym dziadkiem, który na imprezach rodzinnych skrywał się w ciemni, podjadając schowane między aparatami kabanosy. Całość składała się na ciekawą i inspirującą postać. To pewnie po dziadku ciągnęło mnie do robienia zdjęć, choć początkowo jako kierunek studiów wybrałem ogrodnictwo (śmiech). Ale to długa historia… Później była Szkoła Kreatywnej Fotografii, Akademia Fotografii w Warszawie i na sam koniec Instytut Twórczej Fotografii na Uniwersytecie Śląskim w Opawie w Czechach. Fotografią zajmuję się zawodowo od ponad 10 lat. Jestem freelancerem.

Ola: Ja jestem znad jezior, z Olsztyna. Do Krakowa trafiłam na studia, na animację kultury. Po studiach przez 2 lata mieszkałam w Londynie. Tam zrobiłam kurs masażu oraz indyjskiego masażu głowy. Wróciłam do Krakowa i prowadziłam ministudio masażu holistycznego. Po zabiegach klienci bardzo często się otwierali i traktowali mnie trochę jak psychologa. To skłoniło mnie do dalszej edukacji i ukończenia kilku dobrych szkół. Teraz zajmuję się rozwojem oraz psychologią w biznesie.

 

 

 

 

 

 

 

 

Marcin, kiedy Franek miał rok, to ty zostałeś w domu, by się nim zajmować, to nadal rzadkość w Polsce.

Marcin: Tak, taką decyzję podjęliśmy z Olą. Początkowo nie umiałem się do tego przyzwyczaić, ale teraz myślę, że każdy facet chociaż na miesiąc powinien tego spróbować, by zobaczyć, że to nie takie zwykłe „siedzenie“ w domu. Przez 1,5 roku zajmowałem się Frankiem i domem. I tak powstała między nami wyjątkowa więź. Po paru wspólnych tygodniach przestawiłem się na bycie z moim synem całym sobą zamiast odbębniać rolę taty. Nie był to wtedy taki oczywisty i popularny trend jak teraz. Niektórzy kumple, którzy sami niebawem mieli zostać ojcami, pytali mnie, jak to jest. A ja mówiłem, że super i że polecam, chociaż nie jest łatwo, kiedy po całym dniu na pełnych obrotach nie dostajesz wypłaty i nie masz jakiegoś spektakularnego efektu. Na pierwszy rzut oka dom jest czysty, dziecko zadbane. Jednak przede wszystkim miało ono dzień mądrej i ciepłej atencji, a jest to coś bezcennego.

 

 

 

 

Wtedy powstał pomysł na Totally Confused, czyli konto instagramowe, na którym pokazujesz stylizacje z męskimi i chłopięcymi ubraniami z second-handów?

Marcin: Od kiedy pamiętam, chodziłem po sklepach z używaną odzieżą i od dziecka byłem zaznajomiony z ciuchami z drugiej ręki. Dostawałem coś a to po kuzynie, a to po tacie, a to kiedy ktoś z czegoś wyrósł. Kiedy urodził się Franek, to i on dostał masę ubrań od całej rodziny, a ja przy okazji swoich polowań i jemu zacząłem wyszukiwać ubrania z second-handów. Rzeczy z drugiej ręki często są lepszej jakości, a przede wszystkim, jeśli dobrze poszukać, można trafić na niezłe perełki. Myślę, że fajnie i mądrze jest nosić używane ciuchy, chociażby biorąc pod uwagę aspekty ekologiczne. Totally Confused powstało niedawno i jest skierowane do chłopaków dużych i małych z racji tego, że dziewczyny mają takich miejsc sporo. Pokazuję to, co udało mi się upolować, nawiązuję do tych ciuchów archiwalnymi zdjęciami, a stylizacje i zdjęcia robię sam. Franek lubi, kiedy przychodzę z nowymi zdobyczami, lubi też pozować do zdjęć, dużo się wtedy wygłupiamy. Kiedy komuś z obserwujących coś się spodoba, może do mnie wpaść, napić się kawy i pomierzyć ubrania. Totally Confused ma lekko nostalgiczny charakter. Wyjątkowo mocno inspirują mnie lata 90., na które przypadło moje dorastanie. Lata 90. obecne są też w moim blogu traktującym o muzyce czy filmach: blog90s.

W międzyczasie Franek oświadcza, że ostatnio dostał fantastyczne, termiczne spodnie górskie.

 

 

 

 

 

 

 

 

Powiedzcie, od kiedy tu mieszkacie?

Ola: Od 2007 roku. Ja wcześniej mieszkałam na Dębnikach, Marcin przy Kamiennej. Jednak dość szybko po naszym poznaniu wprowadził się do mnie. Kiedy zdecydowaliśmy się na własne lokum, szukaliśmy mieszkania jasnego, z balkonem, drewnianą podłogą  i zielenią na zewnątrz. Ważna też była dla nas lokalizacja „walking distance“ do Rynku. Weszliśmy tu i od razu zdecydowaliśmy się na kupno. Wcześniej mieszkała tu para architektów, którzy dobrze zaplanowali rozkład pomieszczeń, więc niewiele musieliśmy robić po przeprowadzce.

Marcin: Tylko odmalowaliśmy ściany, z czasem zrobiliśmy remont łazienki. Uwielbiamy bliskość Alejek Grottgera czy parku Krakowskiego.

Macie tu coś z domów rodzinnych?

Marcin: Jest komoda moja i mojego brata, trzymaliśmy w niej ubrania, za naszych dziecięcych lat była cała oklejona naklejkami. Franek w swoim pokoju ma drewniane krzesło, sporo resoraków i klocków Lego z mojego dzieciństwa. Ja mam dużo bibelotów, rodzinnych zdjęć, płyt winylowych wybranych z kolekcji mojego taty, kaset magnetofonowych czy książek. Z domu rodzinnego wyniosłem przekonanie, że nie warto wyrzucać. Gdy w rodzinie pojawiało się dziecko, przekazywaliśmy sobie to, co akurat było potrzebne.

Ola: Ja przeprowadzałam się wiele razy, więc zawsze ograniczałam liczbę otaczających mnie przedmiotów, ale mam fotel z Olsztyna po babci. Druga babcia specjalnie dla mnie zrobiła na drutach piękną, ogromną narzutę na łóżko. Lubię mieć wokół siebie ładne drobiazgi: kafel od przyjaciółki z Izraela czy świeczkę o relaksującym zapachu, rzeczy, które tworzą naszą codzienną rzeczywistość. Ale nie jestem sentymentalna. Książki po przeczytaniu oddaję innym.

Marcin: Nie potrafię tego zrozumieć! Pod tym względem bardzo się różnimy. Książki zachowuję, zaznaczam ołówkiem ulubione fragmenty. Przywiązuję się do przedmiotów, z każdym wiąże się jakaś historia. Mam też takie przyzwyczajenie zawsze jak jestem w domu u kogoś nowego, zerkam na książki i płyty.

To jak rozstajesz się z ubraniami, które znajdujesz?

Marcin: No i tu jest problem (śmiech). Czasami po prostu trafiają do mojej szafy.

 

Komentarze 1

  1. Robert
    Reply

    Niesamowity misz-masz złożony w jedną spójną całość. Bardzo oryginalne wnętrze, jak każde pojawiają się w tym portalu 🙂 Mnóstwo inspiracji 🙂

    29 Lipiec, 2019

Zostaw Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *