Wyprawy

Szetlandy – Morzem targa sztorm

Jest po 23, czekamy na opóźniony prom na Wyspy Szetlandzkie. Morzem targa sztorm, a my jesteśmy w połowie drogi – na Orkadach. Przez okna samochodu widać wyginające się od wiatru uliczne latarnie i chaotycznie poruszające się ostrygojady. Mimo wszystko dalsza część nocy – już na statku – przebiega spokojnie, a port w Lerwick wita nas ostrym porannym słońcem. My z kolei witamy wyspy w lokalnej jadłodajni, gdzie pomimo wczesnej pory większość osób ma przed sobą talerz z ogromnym tradycyjnym szkockim śniadaniem.

Trochę zmęczeni podróżą, ale pozytywnie nastawieni na odkrywanie archipelagu, spontanicznie gnamy na prom na pobliską wyspę Bressay. Ta jest dość mała i kilka godzin wystarczy, żeby poznać jej zakątki. Bressay leży na wschód od Wyspy Głównej (Mainland), 7 minut rejsu od Lerwick, w którym spędzamy noc, dlatego na resztę dnia jedziemy na południe lądu.

Nie mamy ścisłego planu, a decyzje “co robić”, determinują miejsca, gdzie mamy spać oraz pogoda, która na przełomie lutego i marca jest  jak loteria (raz wygraliśmy dzień ze ścianą deszczu i wiatrem tak silnym, że pozostała nam jedynie „turystyka samochodowa” – czyli jeżdżenie, gdzie nas oczy poniosą). Wybraliśmy taki termin, bo w porównaniu ze środkiem zimy powinno być już więcej przejaśnień na niebie, a do połowy marca wciąż jest szansa na pojawienie się zorzy polarnej nazywanej tu Merrie Dancers. Na pewno kojarzycie wszechobecny frazes “Dream Big” – cóż, w przypadku zorzy, to jedyne, co pozostało, gdy wszystko, na co mieliśmy wpływ, czyli czas i miejsce zapewniliśmy. Aureola zatańczyła wieczorem, po naszym straconym przez srogi deszcz dniu.

 

 

Wrócę jednak do początku, żeby zachować odrobinę porządku geograficzno-chronologicznego. Na południe od Lerwick jest m. in. latarnia morska na klifie w Sumburgh i dość niezwykła plaża przy wyspie St. Ninian. Plaża łączy ją z lądem wąskim pasem piasku, a fale rozbijają się po obu jego stronach. Z odrobiną szczęścia do pogody, można tu doświadczyć jednego z bardziej spektakularnych zachodów słońca. Przemieszczając się w górę Mainland znajdziemy The Drongs – sześćdziesięcio metrowe wieże skalne wyrastające z oceanu i miejsce-klasyk czyli wulkaniczne klify i latarnię w Eshaness. Nazwałam je klasykiem, nie tylko ze względu na popularność, ale też dostojność formacji skalnych i pokazu siły z jaką matka natura obchodzi się ze światem. Zdjęcia pocztówki powinny robić się tu same, a jednak coś nie klika przy widoczności maximum 15 metrów. Na szczęście mogliśmy tu wrócić następnego dnia w lepszej aurze i uskutecznić wędrówkę po klifach.

Na krańcu najbardziej północnej wyspy Unst znajduje się rezerwat przyrodniczy Hermaness. Nie chcę się zbytnio unosić nad tym miejscem, szczerze mówiąc to nawet wolałabym je zostawić w sekrecie przed resztą świata, ale internet wie wszystko. Napiszę zatem, że są to takie tam kolejne klify z niekończącymi się łąkami, owcami na skraju urwiska i kolejną latarnią odciętą jakby gigantycznym tasakiem od reszty lądu. W dodatku nie dojedzie się tam autem, a na szlaku częściowo wiodącym przez bagna, nie spotka się żadnego człowieka. Raczej nuda.

 

 

Mając więcej czasu można się wybrać na nieco bardziej oddalone wyspy: Foula i Fair Isle, ale czy wróci się na czas  – zwłaszcza zimą – naprawdę zależy tylko od pogody. Gwarantowane są za to doznania jak z rollercoastera podczas lotu ośmioosobowym Islanderem.

Zimowy okres ma też inną wadę – dzień jest bardzo krótki i czuje się niedosyt eksploracji już popołudniu. Z drugiej strony, ewentualna zorza wynagradza wiele, a jak się już pojawi – wynagrodzi wszystko.

Odwiedzając Szetlandy w styczniu warto wziąć udział w największym w Europie festiwalu ognia. Up Helly Aa to huczna i bardzo ważna dla wyspiarzy impreza, celebrująca kulturę wikingów, której ślady widoczne są do dziś. Wszystkie dziwnie brzmiące nazwy na wyspach to nie tylko gaelicki element, ale przede wszystkim jest to wpływ staronordyjskiego języka Norn.  Również z geograficznego punktu widzenia z Lerwick do Aberdeen jest dokładnie taka sama odległość, jak do Bergen, a flaga wysp pomimo szkockich niebieskości jest krzyżem nordyckim. Niestety specjalistą nie jestem i trudno mi powiedzieć, co rzeczywiście Szetlandczykom w duszy gra, ale prawdopodobnie melodii jest więcej niż jedna.

 

 

Tekst & Zdjęcia: Kinga Pinkston.

Zostaw Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *