Ania Marciniszyn:
Inaczej patrzy się na to, co jest wokół, kiedy samemu się coś zrobiło
W warszawskim mieszkaniu odwiedzamy Anię Marciniszyn pracującą z porcelaną. Tak jak w jej projektach i tu obecny jest kolor. W prywatnej przestrzeni posiada też sporo obiektów powstałych w tworzonym przez nią od kilku lat Nodi Studio, które początkowo oferowało talerzyki i kubeczki, a dziś to w dużej mierze lampy konfigurowane z kształtów o wielu barwach.
Jak trafiłaś do Warszawy?
Wychowałam się w Lubinie, górniczym mieście na Dolnym Śląsku. Studiowałam w School of Form, kiedy jeszcze szkoła mieściła się w Poznaniu. Potem wybuchła pandemia, a tutaj miałam jakąś rodzinę, więc od przypadku do przypadku trafiłam do Warszawy. Załapałam się w jednym studio ceramicznym, gdzie mogłam kończyć swój dyplom, bo pracownie uczelniane były wtedy zamknięte. To był moment rozmyślania, co dalej robić z życiem. Warszawa kompletnie nie była w moich planach, miałam chęć wyjechać do Kopenhagi, ale pokochałam to miasto. Po krótkim okresie mieszkania u rodziny wynajmowałam 17-metrową kawalerkę na Solcu, a ostatecznie trafiłam tu i tu czuję się jak w domu.

Od kiedy tu mieszkasz?
Mieszkam tu mniej więcej trzy lata i w końcu mam poczucie, że to mieszkanie jest bardzo moje, nabrało specyficznego charakteru. Czas wolny szczególnie lubię spędzać w salonie. Mieszkam tu z chłopakiem i bardzo dużo rzeczy robiliśmy własnymi siłami. To blok z lat 60. XX wieku, kiedy tu trafiłam, mieszkanie było bardzo PRL-owskie. Krok po kroku sami skuwaliśmy i kładliśmy nowe kafelki w kuchni. Kawałek po kawałku zmienialiśmy całość. Z gotowych elementów jak na przykład blat konstruowaliśmy meble; kafelki w łazience przemalowaliśmy. Nie jest idealnie, dziś pewnie zrobiłabym kilka rzeczy trochę inaczej, ale wtedy takie były nasze możliwości i bardzo lubię to wnętrze. Inaczej patrzy się na to, co jest wokół, kiedy samemu się coś zrobiło.
Czym lubisz się otaczać?
Starałam się zrobić tu wszystko tak, żeby cieszyć się tą przestrzenią, spędzając w niej czas. Bardzo podoba mi się ten cukierkowy vibe, który tutaj jest. Zawsze bardzo lubiłam w mieszkaniu kolor. Wcześniej starałam się go wprowadzać w detalach, dlatego że w wynajmowanych wnętrzach nie mogłam zrobić dużej metamorfozy. Jest tu sporo rzeczy z Nodi, najczęściej tych popękanych, nieidealnych. Moim ulubionym elementem w salonie poza moją lampą jest dywan, który jest tu niemal od początku i był inspiracją do tego, co trafiło do tego wnętrza później. Choć nigdy się nie spodziewałam, że motywem przewodnim w całej tej przestrzeni będzie kolor niebieski. Bardzo lubię szafkę z Tylko, marki, którą podziwiałam już na studiach i na której mebel ostatnio mogłam sobie w końcu pozwolić.
Od zawsze kochałam szukać rzeczy vintage. Jedną z pierwszych rzeczy, które kupiłam do tego mieszkania, były krzesła. Kocham kolor i fantazyjne wnętrza, ale jednak bardzo lubię także brutalizm i Bauhaus. Fotel to IKEA z lat 90. Taki sam od wielu lat miał mój wujek i zawsze strasznie mu go zazdrościłam. Większość czasu spędzam w pracowni, gdzie jest dość chaotycznie i brudno, cały czas trwa produkcja, dlatego ważne jest dla mnie, żeby weekendy i wieczory spędzać w przestrzeni wypełnionej ładnymi przedmiotami.







Studiowałaś Domestic Design w School of Form, dziś pracujesz z porcelaną. Jak zaczęło się twoje zainteresowanie projektowaniem?
Jestem z miasta, które nie bardzo sprzyjało rozwojowi. Miałam szczęście, bo moi rodzice oboje są nauczycielami i wydaje mi się, że dzięki temu pozwolili mi iść w „dziwną” stronę. Rodzice wszystkich moich znajomych ucinali takie pomysły, uważali, że trzeba znaleźć sobie „prawdziwy zawód”. A moi rodzice pewnie przez to, że przez lata widzieli sporo niespełnionych marzeń swoich uczniów, zaufali mi, nie naciskali na inne kierunki.
Zawsze byłam kreatywnym dzieckiem. To było we mnie. Chodziłam na zajęcia do domu kultury, bo to było jedyne miejsce, w którym coś się działo. Artystyczne zainteresowania zawsze ze mną były, a School of Form pozwoliła je jakoś ukierunkować. Z czasem wiedziałam, że porcelana mnie bardzo jara i to jest coś, co mi w duszy gra, ale trochę nie wierzyłam, że zamienię to w zawód. Pandemia sprawiła, że zostałam rzucona na głęboką wodę, wszystko wydawało się surrealistyczne, kończyłam dyplom, po godzinach robiłam swoje ceramiczne rzeczy i założyłam dla Nodi konto na Instagramie.
Minęło 5 lat. Twoje projektowanie nieco się zmienia, ale są i modele, które w ofercie masz od początku. Jak powstają nowe projekty?
Zazwyczaj zaczynam od rysowania na kartce. Najczęściej to abstrakcyjne kształty. Przelewam na kartkę jakieś inspiracje, często kształty zaczerpnięte z architektury lub przyrody. Później nakładam na to warstwę funkcjonalności. Zastanawiam się, co to ma być za produkt. Od jakiegoś czasu tworzę też lampy. Kiedy ze szkiców wyłania się pierwszy koncept, to musi trochę poleżeć. Po kilku dniach muszę spojrzeć na to świeżym okiem. Kolejno zajmuję się kolorem, bo połączenia kolorów mocno mnie inspirują. Dopiero potem zaczynam tworzyć bardziej namacalny kształt i obiekt na komputerze.
Co powstało ostatnio?
Jakiś czas temu stworzyłam lampę podłogową, która jest w pełni użytkowym obiektem, ale ma też bardzo rzeźbiarską formę. Jej podstawa jest metalowa. Prototyp powstał na wystawę „Regeneracja” prezentowaną w budynkach Parlamentu Europejskiego w Brukseli. Później został udoskonalony. Lampa podłogowa powstała dlatego, że nie było na miejscu możliwości zwieszenia nic z sufitu. Nie myślałam wcześniej o takim projekcie, bałam się, że będzie za duży, za drogi, ale wystawa sprawiła, że powstał.
Poprzednie studio było bardzo, bardzo małe, nie miałam możliwości wprowadzenia nowych kształtów, więc mimo chęci wprowadzania kolejnych produktów kombinowałam z tym, co miałam, tak żeby dawać ujście swojej niespełnionej kreatywności. Najnowszy produkt to lampy, w których porcelana łączy się z drukiem 3D. Chciałabym, żeby część, z której wydobywa się światło, była drukowana, by widać było kontrast między czymś powyginanym i organicznym a gładką porcelaną.
Czy cały czas wykonujesz wszystko własnoręcznie?
Tak. Jest to mocno ograniczające. Teraz, gdy moja pracownia jest większa, być może uda się kogoś zatrudnić i mieć przestrzeń i fizycznie na nowe rzeczy, ale i w głowie na nowe projekty.






