DESA Home Today: Nów Nowe Rzemiosło

DESA Home:

Nów Nowe Rzemiosło

Autor: Aleksandra Koperda
Zdjęcia: Michał Lichtański
Data: 14.09.2022

Niemal od roku wyjątkowe projekty z dawnych lat: ceramikę, szkło, tkaniny czy meble możemy znaleźć w DESA Home, czyli odnodze domu aukcyjnego DESA Unicum. Niedawno światło dzienne ujrzał nowy projekt: DESA Home Today, czyli współczesne obiekty w limitowanych seriach, tworzone przez wybitnych polskich twórców.

Do współpracy zaproszeni zostali między innymi rzemieślnicy ze stowarzyszenia Nów Nowe Rzemiosło. Każdy z nich wybrał dla DES-y parę wyjątkowych obiektów, od wazonów, przez lustra, po koce. 

Nów istnieje od 2019 roku, to grupa współczesnych rzemieślników i promotorów polskiego wytwórstwa. Wspólnie tworzą, wspierają się, promują polskie rzemiosło. O sobie mówią:

Czerpiemy z tradycji, choć nie trzymamy się sztywno rzemieślniczych reguł. Wybieramy wolność eksperymentowania – z formą, materiałem, procesem produkcyjnym. Dziś, w świecie zniszczonym przez bezmyślność masowej konsumpcji i pogoń za coraz większym zyskiem, rzemiosło pojawia się w nowej, twórczej odsłonie – tak jak księżyc odradza się z nowiu. Współczesne nowe rzemiosło – niezależnie od specjalizacji rzemieślnika – oznacza przede wszystkim bezpośrednią kontrolę jednego człowieka nad całym procesem produkcji. Rzemiosło rozumiemy jako współpracę z materiałem. Nasza praca jest ciągłym poszukiwaniem, nasz produkt to wynik doświadczeń opartych na wielu próbach, błędach i sukcesach. Rzemiosło oznacza dla nas proces mierzony upływem czasu, zużyciem narzędzi i zmęczeniem ludzkiego ciała”.

Spotkałam się ze współzałożycielką Nowiu Olgą Milczyńską oraz członkinią stowarzyszenia Anną Berą. Olga jest absolwentką m.in. Wydziału Ceramiki Royal Danish Academy of Fine Arts, Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, współzałożycielką pracowni August Design Studio, realizuje projekty wspólnie z Ośrodkiem Garncarskim w Medyni Głogowskiej. Anna to artystka, rzeźbiarka i stolarz; w 2014 roku założyła studio The Whole Elements, tworzy głównie drewniane meble, które wykonuje ręcznie w limitowanych edycjach lub jako pojedyncze unikatowe egzemplarze. 

Jak powstał pomysł na Nów?

O: Parę lat temu wszyscy mówili o rzemiośle, jednak nikt nie rozmawiał z rzemieślnikami. Było dla nas ważne, żeby zaistnieć, mieć głos w sprawach, które nas dotyczą. Wiedzieliśmy, że aby to osiągnąć, musimy mieć podmiotowość prawną. Mieliśmy dość mgliste pojęcie o tym, co to znaczy prowadzić stowarzyszenie i jak realizować cele, które obierzemy. Początkowo istotne było, żeby mieć wokół siebie ludzi, którzy zajmują się rzemiosłem i którzy chcą tego samego. Stowarzyszenie cały czas się rozwija, zmienia pomysł na siebie, dostosowuje do swoich członków. Jesteśmy młodym tworem, z czasem wszystko robi się bardziej klarowne.

A: Zastanawialiśmy się, czym jest polskie rzemiosło, kim my jesteśmy i jak widzą nas inni. Poczuliśmy mocną potrzebę zdefiniowania siebie samych i pokazania tego światu. Patrzyliśmy na to, co tworzymy i szukaliśmy tego, co nas łączy. Wychowywaliśmy się w tym samym kraju, estetyce, kulturze. Czy jesteśmy kontynuatorami polskiej, rzemieślniczej tradycji? Mamy wrażenie, że nie. Jesteśmy ludźmi wyrwanymi z kontekstu, tradycja rzemieślnicza została przerwana w PRL-u, a zajmowanie się rzemiosłem w latach 90. było obciachem. Dziś w końcu jest inaczej, postrzeganie takich zawodów jest inne, doceniamy rzemiosło. Minął zachwyt nad produkcją przemysłową, powtarzalnością. 

Jak decydujecie o tym, kto może do was dołączyć?

O: To, co jest dla nas ważne, to wysoka jakość wykonywanych przedmiotów, za którą idzie własny styl pracy. Rzemiosło to praca z materiałem, dialog z nim. Każdy twórca taką rozmowę prowadzi trochę inaczej i inne są efekty. Chcemy skupiać rzemieślników, którzy mają autorski sznyt i wytwarzają przedmioty do wnętrz. Co roku prowadzimy nabór, rozmawiamy z osobami, które są chętne, by do nas dołączyć, oglądamy ich prace, dotykamy.

A: Szukamy rzemieślników, którzy są nie tylko wytwórcami, ale także realizują swoje autorskie projekty. 

Aniu, jak pracujesz i które z twoich prac pojawiły się w kolekcji DESA Home Today?

A: Kiedy zaczynam pracę nad nowym projektem, zazwyczaj wyobrażam sobie zestaw obiektów w przestrzeni, a nie pojedyncze przedmioty. Tworzę całe kolekcje. Z każdym nowym projektem zmieniam nieco sposób pracy, eksperymentuję z techniką, sposobem obróbki, nadaję obiektom inny wyraz, który wynika z nowych doświadczeń i rozmyślań. W ciągu lat moje projekty mocno się zmieniają, a każda kolekcja reprezentuje jakiś etap w rozwoju mojej praktyki. Za każdym razem, kiedy dochodzę do kolejnej kolekcji, wydaje mi się, że to już będzie to, przy czym zostanę, jednak za jakiś czas takie uczucie się wyczerpuje i szukam czegoś nowego. 

Dla DES-y wybrałam trzy obiekty z drewna. To moje najnowsze prace. Trudno powiedzieć, w którym kierunki się to rozwinie, cały czas jestem w procesie. 

O: To jest też chyba naturalny proces pracy z materiałem. Zaczynamy od jednej formy, potem myślimy: a co by było, gdyby zrobić jeszcze tak albo tak?”. To sama praca kieruje do następnego i następnego obiektu. Materiał, technika wyznacza kolejny etap. Kolejną pracę.

A: Ważny jest też aspekt funkcjonalny. W moim przypadku, kiedy np. robię lustro stojące, chcę zrobić kilka jego wersji. Wiszące, większe lub o nieco innych proporcjach. Tak rodzą się kolejne pomysły. Jako rzemieślnicy sami fizycznie wykonujemy obiekty, więc kiedy pracuję nad czymś dużym przez kilka tygodni, to mam bardzo ograniczone możliwości wykonania jednocześnie innej pracy. Trwa to długo, więc z czasem ciężko mi zostać przy pierwotnym założeniu. Niektóre prace w ogóle nie zostają zrealizowane, bo przeradzają się już w coś nowego, jedna kolekcja płynnie przechodzi w drugą. Dlatego to zupełnie naturalne, że wielu współczesnych rzemieślników tworzy pojedyncze egzemplarze lub krótkie serie obiektów, wynika to po prostu z ludzkich ograniczeń; określonej ilości czasu i możliwości naszego ciała. Wydaje mi się, że właśnie ta fizyczność nadaje obiektom rzemieślniczym intymny charakter. 

To moja pierwsza kolekcja, która nie jest niczym inspirowana. Wstępne pomysły na te projekty pojawiły się w mojej głowie już kilka lat temu i gdzieś tam sobie wisiały. Koncepcja zmieniała się z biegiem czasu. Powstały szkice – tak zazwyczaj zaczynam pracę, od super małych rysunkowych notatek. Później powstaje model 3D, szczególnie przy dużych formach, które wiążą się z inwestycją w materiał, więc tu już lepiej się nie pomylić. 

O: A czy to nie jest też trochę tak, że to rodzaj zabawy? Dla mnie jako osoby, która patrzy na tę kolekcję, widzi kolejne powstające obiekty, to balansowanie na granicy, rozmyślanie nad tym, co jest formą, a co funkcją, co jest lustrem, a co ramą.

A: Tak. W przypadku pierwszych projektów z tej kolekcji forma zaprzecza funkcji. Drewniana rama jest gruba, a szczelina, w której osadzone jest lustro wąska, co utrudnia korzystanie z niego. Coraz bardziej skłaniam się w stronę takich obiektów: przewrotnych i kapryśnych. Jeszcze się nie odważyłam, ale mam ochotę robić rzeczy, które w ogóle nie będą funkcjonalne, choć może to zmaganie jest ciekawsze, zobaczymy. Zawsze byłam trochę na granicy.

 

Olgo, twoje obiekty to wazony, opowiedz o nich. 

O: Jestem kolekcjonerem, uwielbiam zbierać rzeczy. Fascynują mnie gabinety osobliwości zwane Kunstkamerami, w których ludzie gromadzili rzeczy, świadczące o różnorodności i dziwności świata. Sama mam dużo różnych nieusystematyzowanych zbiorów. Tworząc swoje prace, często chcę podkreślić, jak niesamowity jest świat. Do tego lubię prostotę, proste formy. Moje prace są wypadkową tych dwóch upodobań. W DES-ie znajdują się trzy moje obiekty: dwa wazony Pieniek i jeden Pół na pół. Dwa pierwsze powstały, gdy niedawno zaczęłam eksperymentować z dużą ilością szkliw, które nakładam jedno na drugie. Same spływają, reagują, tworzą kolor, strukturę, dopowiadają formę. Nie jestem w stanie dokładnie przewidzieć efektu. Trzeci z wazonów to bardziej praca z formą, próba stworzenia kształtu pozornie symetrycznego.

 

Oprócz was, dla DES-y swoje obiekty przygotowało pięcioro rzemieślników. Co przygotowali i za co cenicie ich twórczość?

A: Dziewczyny z REST textile studio – Julia Piekarska i Dominika Gacka w odważny eksperymentują z tkaniną. Poprzez manipulowanie tradycyjnymi technikami tkackimi, wprowadzają nowe, wyszukane struktury do wnętrz. Wobec tych przedmiotów nie można przejść obojętnie, wręcz chce się ich dotykać, gładzić je, sprawdzać. Różnorodność splotów i użytych materiałów pozwala za każdym razem odkrywać nowe doznania zmysłowe. W DES-ie znajdziemy ich ultramiękkie i mocno otulające koce, utkane ręcznie z mohairu i alpaki, wypełnione wełną merino.

O: Pracownię P55Mirrors tworzą Beata Ludwin, z wykształcenia konserwator zabytków i Łukasz Wołek, z wykształcenia rzeźbiarz. Wspólnie próbują przesunąć granicę postrzegania luster jako przedmiotów o cechach wyłącznie utylitarnych. Przywracają do życia dawne rzemiosło – dekorowanie szkła. Koncentrują się na lustrach ze względu na bogactwo aspektów z obszarów wizualnych, użytkowych, a także znaczeniowych i historycznych. Odwołując się do historii, tworzą bardzo współczesne obrazy, w których można zobaczyć siebie i świat na nowo.

A: Jakub Przyborowski tworzy drewniane, minimalistyczne formy. Jest niesamowicie precyzyjny, wykonuje projekty, które pięknie eksponują detal. Jego realizacje zwykle wynikają z fascynacji konkretnym narzędziem, techniką lub materiałem. Precyzyjnie dobiera drewno, zwracając uwagę na charakterystykę danego gatunku, rysunek słoi. Wykorzystuje przede wszystkim tradycyjne techniki obróbki drewna i łączenia elementów. Proces wytwarzania jest dla niego tak samo ważny, jak finalny produkt. Dla DES-y przygotował między innymi pudełka na biżuterię, które nawiązują do estetyki dalekiego wschodu. 

O: Studio Tafla, czyli Agnieszka Drobiecka-Zielonka i Sergiusz Zielonka reaktywują zapomnianą dziedzinę sztuki mozaikę. Tworzą minimalistyczną i modernistyczną w charakterze mozaikę. Korzystają z różnorodnych surowców takich jak: ceramika barwiona w masie, smalta, szkło, marmur czy materiały pochodzące z recyklingu – to dzięki nim uzyskują unikatowy efekt. W przeciwieństwie do tradycyjnych mozaik te zamknięte są w ramie, co sprawia, że można je dowolnie przestawiać.

A: W moim odczuciu projekty ceramiczki Moniki Skorupskiej są trochę punkowe, a trochę barokowe, choć ona sama inspiruje się raczej japońską sztuką gestu. Jest tutaj dużo koloru, złoceń, faktur, nieregularne formy, ale przede wszystkim – dużo swobody. Monika tworzy głównie krótkie serie naczyń z barwionej porcelany i metali szlachetnych.

 

Oprócz tego, że skupiacie twórców, przygotowujecie też wystawy, w planach jest kolejna.

A: Co roku organizujemy wystawę „Nów w pełni”. Przygotowujemy się intensywnie do tegorocznej, czwartej już edycji, która odbędzie się niebawem. Od 29 września zapraszamy do warszawskiej Galerii Prześwit. Pokażemy nasze najlepsze prace z ostatniego roku. Mam wrażenie, że z roku na rok pozwalamy sobie na trochę więcej. Pokazywane obiekty są coraz bardziej szalone. W naszej codziennej pracy może aż tak nie eksperymentujemy, boimy się ryzyka. Choć okazuje się, że często po tym praca jest pokazywana na „Nowiu w pełni”, pojawia się kolekcja, która trafia do sprzedaży. Tak jest teraz z moimi lustrami.