Karolina Augustyn: Metamorfoza ciągle trwa

Karolina Augustyn:

Metamorfoza ciągle trwa

Autor: Aleksandra Koperda
Zdjęcia: Michał Lichtański
Data: 28.02.2022

Trzy pokoje plus salon z kuchnią. Mieszkają tu Karolina Augustyn z mężem i dwiema córkami. Karolina uwielbia przerabiać, dlatego wnętrze cały czas się zmienia. Nowa tapeta, kolor szafy, wzory malowane na ścianie. Pomysły pojawiają się często, wszystkie uwieczniane są na instagramowym profilu Karoliny @aletuladnie.

Kiedy tu zamieszkaliście?

Żyjemy tu od dziewięciu lat. To nasze pierwsze wspólne, dorosłe mieszkanie. Szukaliśmy go, mając już jedno dziecko, a wiedzieliśmy, że za jakiś czas pewnie pojawi się drugie, dlatego postawiliśmy na nieco większy metraż kosztem lokalizacji – 66 metrów w zupełności nam wystarcza. Odpowiadał nam zastany układ pomieszczeń, nie zmienialiśmy go. Pasuje mi także to, że mamy z mężem najmniejszy pokój. Dzieciom potrzeba więcej miejsca.

Jak trafiliście do Krakowa?

Oboje pochodzimy z okolic Gorlic, poznaliśmy się jeszcze w szkole średniej. Do Krakowa przenieśliśmy się na studia i już zostaliśmy. Jestem technolożką żywności, pracuję jednak w korporacji.

Teraz pewnie pracujesz z domu.

Tak, stety czy niestety – sama nie wiem. Fajnie, bo mam pracę daleko od domu, ale czasem brakuje mi towarzystwa, więc biorę udział w aktywnościach, w które do tej pory się nie angażowałam. Jak trójki klasowe! Potrzebowałam jakiejś sprawczości i wyjścia do ludzi. Teraz mam ten komfort, że mogę spędzać z dziećmi czas u moich rodziców w Beskidzie Niskim.

Wspomniałaś, że wprowadziliście się tu dziewięć lat temu, to dość dawno. Zakładam, że wnętrze wyglądało wtedy inaczej.

Ono jeszcze rok temu wyglądało inaczej! Metamorfoza ciągle trwa. Kiedy tu weszliśmy, mieliśmy niewiele, nie wiedzieliśmy też, czego chcemy. Zdecydowałam się np. na czarną ścianę, której, jak się okazało, nie polubiłam. Były też wzorzyste zasłony, które mnie drażniły.

Musiałam po prostu nauczyć się, z czym czuję się dobrze. Wcześniej kupowałam przedmioty bez większej refleksji. Od tamtego czasu pozmieniało się wszystko poza kuchnią i łazienką.

Wydaje mi się, że teraz wszystko jest tak, jak być powinno, zaczynam wiedzieć, czego chcę. Aż mi przykro, bo lubię zmiany! I trochę brakuje mi tego, żeby sobie coś przemalować czy przerobić. Dlatego mam w planach przemalować szafę z przedpokoju! Szybki w drzwiach wymieniliśmy na lustra. Kupiłam czerwoną farbę i cały czas się zastanawiam, czy to dobry wybór. Nie ma co się bać, no nie?

Zawsze możesz przemalować!

Właśnie, to ta zasada.

Od początku sporo w mieszkaniu robiłaś sama?

Tak, po prostu to lubię. Mąż też nauczył się wielu rzeczy. Sam np. zbudował szafę czy łóżko córki stojące na komodzie. Ja dużo wymyślam, on się trochę buntuje. Mówi, że tego nie lubi. Ale ja mu wiercę dziurę w brzuchu, więc robi to dla świętego spokoju.

Gdzie znalazłaś meble i dodatki?

Początkowo wiele się nie zastanawiałam, trzeba było zacząć mieszkać, więc najłatwiej było znaleźć coś w sieciówkach. Teraz zależy mi na przedmiotach z historią. Wszystko dzieje się bardziej organicznie. Szperam, szperam, aż w końcu to, czego szukam, gdzieś się pojawi. Tak było z krzesłami. Na Olx-ie znalazłam inne, pojechałam je zobaczyć, pan otworzył garaż i stały tam te! Zostały wyszlifowane, teraz wyglądają jak nowe.

Masz tu jakieś przedmioty, które wyjątkowo lubisz?

Tabliczkę z elewacji domu moich dziadków, obraz znaleziony na starociach w Nowym Sączu, szkolną tablicę z tulipanem.

W ciekawy sposób zastosowałaś sklejkę w sypialni.

Dzieci często przychodzą do nas do łóżka, a kiedy były młodsze wydrapywały dziury w ścianie. Pojechałam do sklepu, kupiłam sklejkę, mąż przewrócił oczami, przykręcił do ściany, no i jest.

Nietypowym rozwiązaniem jest też łóżko na komodzie.

Komodę mieliśmy sprzedać. Stwierdziliśmy jednak, że strasznie nam żal tego mebla. Jest duży i pojemny. Mąż zbudował stelaż, wzmocnił konstrukcję, a na górę położyliśmy materac. Dzięki temu w pokoju jest więcej miejsca. Drewniana szafa też jest z Olx-a. Kosztowała 100 zł. Przemalowałam ją, a zniszczone szybki zamieniłam na rattan. A! Jeszcze sufit. Sama namalowałam kolorowe pasy. Ręka bolała strasznie, a błędnik szalał.

Prowadzisz popularne, instagramowe konto, na którym pokazujesz wszystkie swoje domowe działania.

Zaczęłam, kiedy urodziła się młodsza córka. Byłam na urlopie macierzyńskim i potrzebowałam zrobić coś dla siebie. Na moim Instagramie można zaobserwować zmiany zachodzące w mieszkaniu. Często mnie zastanawia, dlaczego tylu ludzi chce na to patrzeć! Chociaż pokazuję mało swojej prywatności. Pewnie gdybym robiła to inaczej, popularność byłaby większa. Ale nie potrafię, mam granice, których nie przekraczam. Nie wrzucam zdjęć dzieci – jeśli będą mieć taką potrzebę, to same będą ją realizować, nie chcę wybierać za nie. Pokazuję ich przestrzenie, więc i tak wchodzę trochę w ich świat. Może przyjść taki moment, kiedy powiedzą: „Nie wchodź tutaj, nie wolno”.

Zaczęło się od zajawki na malowanie mebli, a doszło do tego, że zapisałam się na studia z projektowania wnętrz. Zobaczymy, co z tego będzie! Niedawno zaczęłam, może akurat się uda. A jak nie, to trudno. Chciałabym zaprojektować komuś wnętrze. Nawet jeżeli byłoby to bardziej hobbystycznie, tak od czasu do czasu.

Chciałabym się sprawdzić. Myślę, że to jest taki moment w życiu, kiedy pierwszy raz mam zasoby, żeby to robić. Jakiś czas temu obiecaliśmy sobie z mężem, że kiedy któreś z nas wpadnie na pomysł na życie, którego wcześniej nie miało możliwości realizować, to trzeba to zrobić.

To bardzo wspaniałomyślne.

Pewne rzeczy w nas dojrzewają. Czuję też, że za jakiś czas na pewno wrócimy w Beskid Niski. Wiem, że będę tam szczęśliwa!