Masterpiece No. 07: Lena Achtelik

Masterpiece No 07:

Lena Achtelik

Autor: Lena Achtelik
Data: 29.11.2020

Calvaria to czerep odlany z porcelany, z formy zdjętej z ludzkiej czaszki. Pomyślany jest jako niegdysiejsze naczynie idei. Sklepienie czaszki (z łac. calvaria) przypomina kopułowaty, eliptyczny kształt, który wiązany jest także z odniesieniami do sklepienia niebieskiego. Sama czaszka jest symbolem ogromnie bogatym: w oczywisty sposób odnosi się do śmierci, marności, ale także do niezniszczalności, nieśmiertelności, mądrości, wróżby. W legendach i mitologiach wyraża symboliczne połączenie mikrokosmosu z makrokosmosem. Dla mnie punktami odniesienia były przede wszystkim cenne relikwiarze czaszek świętych, jak również wykorzystanie czaszki jako motywu ozdobnego w tzw. kaplicach czaszek.

To mój pierwszy obiekt wykonany z porcelany*, która stała się dla mnie istotnym materiałem, gdyż wymaga wypalania w wysokich temperaturach, zbliżonych do temperatur spopielania ciała. To pierwsze dotyczy jednak hartowania, utrwalania, a drugie unicestwienia. 

*Czarki-czaszki powstały w ramach Festiwalu Survival we wrocławskim pałacu Wallenberg-Pachalych w 2018 roku, od tego czasu funkcjonują również w innych kontekstach, przestrzeniach i wersjach.

„Traktuj innych tak, jak ty chciałbyś być traktowany” ‒ to złota reguła etyczna, która pojawiała się w pracach antycznych filozofów: Konfucjusza, Arystotelesa czy Platona. M.in. to założenie zainspirowało twórczynie marki biżuteryjnej do nadania jej nazwy Golden Rules. Aga i Olivka, dwie przyjaciółki, po zdobyciu doświadczenia w branży modowej postanowiły zrobić coś wspólnie i wyszło im to bardzo dobrze. Pierwsza kolekcja ‒ Orenda ‒ to projekty, o których zdecydowanie nie można powiedzieć „minimalistyczne”. Projekty, w których wykorzystane są lubiane od paru sezonów motyw księżyca czy nieregularne perły, ale jakże inaczej niż w wielu polskich markach. To bogato zdobione formy wyglądające jak amulety na szczęście, jak biżuteria vintage noszona przez wiele pokoleń kobiet.

„Traktuj innych tak, jak ty chciałbyś być traktowany” ‒ to złota reguła etyczna, która pojawiała się w pracach antycznych filozofów: Konfucjusza, Arystotelesa czy Platona. M.in. to założenie zainspirowało twórczynie marki biżuteryjnej do nadania jej nazwy Golden Rules. Aga i Olivka, dwie przyjaciółki, po zdobyciu doświadczenia w branży modowej postanowiły zrobić coś wspólnie i wyszło im to bardzo dobrze. Pierwsza kolekcja ‒ Orenda ‒ to projekty, o których zdecydowanie nie można powiedzieć „minimalistyczne”. Projekty, w których wykorzystane są lubiane od paru sezonów motyw księżyca czy nieregularne perły, ale jakże inaczej niż w wielu polskich markach. To bogato zdobione formy wyglądające jak amulety na szczęście, jak biżuteria vintage noszona przez wiele pokoleń kobiet.

Dziewczyny, jak trafiłyście do Krakowa, co studiowałyście i czym się zajmujecie?

Aga: Urodziłam się w Limanowej, do Krakowa przeprowadziłam się na studia i mieszkam tutaj już 14 lat. Skończyłam socjologię oraz studia podyplomowe na warszawskiej Viamodzie na kierunku art director, stylista i VM. Już na studiach wiedziałam, że chciałabym zajmować się czymś, co ma związek z modą, ale próbowałam też swoich sił redakcyjnych. Później pracowałam w paru start-upach. Jednak prawdziwe marzenie o pracy w modzie spełniło się już prawie 7 lat temu, gdy zaczęłam pracę dla jednej z dużych, polskich marek na stanowisku trend researcher. W pracy, poza uczestnictwem w tworzeniu koncepcji kolekcji i przygotowywaniem palet kolorystycznych, mogę się realizować również jako stylista, pracując przy sesjach, oraz po części jako art director, przygotowując do nich briefy. 

Olivia: Ja do piątego roku życia wychowałam się w Berlinie. Wtedy moi rodzice zdecydowali o powrocie do rodzinnego Szczecina. Już jako młoda dziewczyna wiedziałam, że chcę wyjechać za granicę, poznawać nowe miejsca i ludzi. Dlatego zdecydowałam się na studia z Projektowania Mody na AMD (Akademie Mode & Design) właśnie w Berlinie. W trakcie studiów wyjechałam na kilka miesięcy do Los Angeles na staż u Jeremiego Scotta, a po studiach przeniosłam się do Londynu, aby rozwijać karierę projektantki ‒ zaczęłam od stażu u Holly Fulton. Przez jakiś czas pracowałam również, robiąc projekty ubrań oraz dodatków dla modowych start-upów. Później, właściwie zupełnie przypadkowo, trafiłam do firmy zajmującej się projektowaniem i tworzeniem biżuterii dla wielu międzynarodowych marek sieciowych. Tam właśnie rozbudziłam swoją pasję do biżuterii i szybko odkryłam, że jest to coś, z czym chcę wiązać swoją przyszłość. Po prawie 8 latach spędzonych za granicą, zdecydowałam się na powrót do Polski. Zauważyłam, że branża modowa bardzo prężnie się tu rozwija i chciałam w tym uczestniczyć. Choć życie w Londynie było ekscytujące i barwne, to poczułam potrzebę bycia bliżej rodziny i przyjaciół. Postanowiłam więc wysłać CV do jednej z marek modowych i zapytać, czy nie potrzebują projektantki biżuterii (bo tym właśnie nadal chciałam się zajmować). Udało się i tym oto sposobem prawie 3 lata temu przeprowadziłam się do Krakowa i rozpoczęłam pracę w dziale akcesoriów, gdzie pracuję nadal i jestem odpowiedzialna za kolekcje nie tylko biżuterii, ale i zegarków, okularów czy rękawiczek. 

A gdzie się poznałyście?

Aga: W pracy, niecałe 3 lata temu. Zabawne jest to, że nasze pierwsze spotkanie miało miejsce podczas rozmowy kwalifikacyjnej Olivki. Byłam w zespole rekrutujących ją osób.

Olivka: Pamiętam dokładnie moją rozmowę z siostrą zaraz po tej rekrutacji. Powiedziałam wtedy, że na rozmowie była jedna dziewczyna, z którą myślę, że się zakumpluję ‒ i była to właśnie Aga.

Aga: Jednak nie od razu się zakumplowałyśmy, ponieważ każda z nas pracuje w innym dziale i na co dzień niemal nie widujemy się w pracy. Ja chodziłam wtedy na zajęcia sportowe z MMA, wykruszyła mi się koleżanka i spontanicznie zapytałam dziewczyn z działu akcesoriów, czy któraś z nich nie miałaby ochoty trochę powyżywać się na macie. Tak też zaczęłyśmy chodzić na zajęcia i się przyjaźnić, od tamtej pory spotykamy się niemal codziennie. 

Kiedy i jak pojawił się pomysł na wspólną markę?

Olivka: Myślę, że stworzenie własnej marki to marzenie większości młodych projektantów. U mnie pomysł zakiełkował w Londynie, podczas pracy nad projektowaniem biżuterii. Poczułam, że jest to coś, co kocham robić i co mnie dobrze wyraża. Zawsze lubiłam nosić dużo różnej biżuterii, koleżanki wiedziały, że mogą się do mnie zgłosić po jakieś błyskotki, a jak się później okazało, projektowanie też wychodziło mi całkiem dobrze. Oczywiście od pomysłu do realizacji była jeszcze długa droga. Nosiłam się z tym zamiarem jakiś czas. Zależało mi na tym, aby marka nie była podobna do innych na rynku i żeby miała symboliczne znaczenie. Po powrocie do Polski zauważyłam, że jest miejsce na stworzenie marki biżuteryjnej, która będzie hołdowała kobiecości i wyróżniała się odważnymi, niecodziennymi projektami. Miałam już nazwę, ale chciałam również znaleźć kogoś, z kim będę mogła to współtworzyć, dzielić się pomysłami i kreatywnie dopełniać. Wiedziałam, że Aga będzie idealną osobą, ponieważ świetnie się rozumiemy nie tylko jako przyjaciółki, ale także pod względem zawodowym. Bardzo cenię sobie jej wyczucie stylu i wrażliwość. Zaczęłam jej więc o tym pomyśle opowiadać, no i się udało ‒ zgodziła się. Tym samym miałyśmy wszystkie elementy składowe do stworzenia Golden Rules.

„Traktuj innych tak, jak ty chciałbyś być traktowany” ‒ to złota reguła etyczna, która pojawiała się w pracach antycznych filozofów: Konfucjusza, Arystotelesa czy Platona. M.in. to założenie zainspirowało twórczynie marki biżuteryjnej do nadania jej nazwy Golden Rules. Aga i Olivka, dwie przyjaciółki, po zdobyciu doświadczenia w branży modowej postanowiły zrobić coś wspólnie i wyszło im to bardzo dobrze. Pierwsza kolekcja ‒ Orenda ‒ to projekty, o których zdecydowanie nie można powiedzieć „minimalistyczne”. Projekty, w których wykorzystane są lubiane od paru sezonów motyw księżyca czy nieregularne perły, ale jakże inaczej niż w wielu polskich markach. To bogato zdobione formy wyglądające jak amulety na szczęście, jak biżuteria vintage noszona przez wiele pokoleń kobiet.

Dziewczyny, jak trafiłyście do Krakowa, co studiowałyście i czym się zajmujecie?

Aga: Urodziłam się w Limanowej, do Krakowa przeprowadziłam się na studia i mieszkam tutaj już 14 lat. Skończyłam socjologię oraz studia podyplomowe na warszawskiej Viamodzie na kierunku art director, stylista i VM. Już na studiach wiedziałam, że chciałabym zajmować się czymś, co ma związek z modą, ale próbowałam też swoich sił redakcyjnych. Później pracowałam w paru start-upach. Jednak prawdziwe marzenie o pracy w modzie spełniło się już prawie 7 lat temu, gdy zaczęłam pracę dla jednej z dużych, polskich marek na stanowisku trend researcher. W pracy, poza uczestnictwem w tworzeniu koncepcji kolekcji i przygotowywaniem palet kolorystycznych, mogę się realizować również jako stylista, pracując przy sesjach, oraz po części jako art director, przygotowując do nich briefy. 

Olivia: Ja do piątego roku życia wychowałam się w Berlinie. Wtedy moi rodzice zdecydowali o powrocie do rodzinnego Szczecina. Już jako młoda dziewczyna wiedziałam, że chcę wyjechać za granicę, poznawać nowe miejsca i ludzi. Dlatego zdecydowałam się na studia z Projektowania Mody na AMD (Akademie Mode & Design) właśnie w Berlinie. W trakcie studiów wyjechałam na kilka miesięcy do Los Angeles na staż u Jeremiego Scotta, a po studiach przeniosłam się do Londynu, aby rozwijać karierę projektantki ‒ zaczęłam od stażu u Holly Fulton. Przez jakiś czas pracowałam również, robiąc projekty ubrań oraz dodatków dla modowych start-upów. Później, właściwie zupełnie przypadkowo, trafiłam do firmy zajmującej się projektowaniem i tworzeniem biżuterii dla wielu międzynarodowych marek sieciowych. Tam właśnie rozbudziłam swoją pasję do biżuterii i szybko odkryłam, że jest to coś, z czym chcę wiązać swoją przyszłość. Po prawie 8 latach spędzonych za granicą, zdecydowałam się na powrót do Polski. Zauważyłam, że branża modowa bardzo prężnie się tu rozwija i chciałam w tym uczestniczyć. Choć życie w Londynie było ekscytujące i barwne, to poczułam potrzebę bycia bliżej rodziny i przyjaciół. Postanowiłam więc wysłać CV do jednej z marek modowych i zapytać, czy nie potrzebują projektantki biżuterii (bo tym właśnie nadal chciałam się zajmować). Udało się i tym oto sposobem prawie 3 lata temu przeprowadziłam się do Krakowa i rozpoczęłam pracę w dziale akcesoriów, gdzie pracuję nadal i jestem odpowiedzialna za kolekcje nie tylko biżuterii, ale i zegarków, okularów czy rękawiczek. 

A gdzie się poznałyście?

Aga: W pracy, niecałe 3 lata temu. Zabawne jest to, że nasze pierwsze spotkanie miało miejsce podczas rozmowy kwalifikacyjnej Olivki. Byłam w zespole rekrutujących ją osób.

Olivka: Pamiętam dokładnie moją rozmowę z siostrą zaraz po tej rekrutacji. Powiedziałam wtedy, że na rozmowie była jedna dziewczyna, z którą myślę, że się zakumpluję ‒ i była to właśnie Aga.

Aga: Jednak nie od razu się zakumplowałyśmy, ponieważ każda z nas pracuje w innym dziale i na co dzień niemal nie widujemy się w pracy. Ja chodziłam wtedy na zajęcia sportowe z MMA, wykruszyła mi się koleżanka i spontanicznie zapytałam dziewczyn z działu akcesoriów, czy któraś z nich nie miałaby ochoty trochę powyżywać się na macie. Tak też zaczęłyśmy chodzić na zajęcia i się przyjaźnić, od tamtej pory spotykamy się niemal codziennie. 

Kiedy i jak pojawił się pomysł na wspólną markę?

Olivka: Myślę, że stworzenie własnej marki to marzenie większości młodych projektantów. U mnie pomysł zakiełkował w Londynie, podczas pracy nad projektowaniem biżuterii. Poczułam, że jest to coś, co kocham robić i co mnie dobrze wyraża. Zawsze lubiłam nosić dużo różnej biżuterii, koleżanki wiedziały, że mogą się do mnie zgłosić po jakieś błyskotki, a jak się później okazało, projektowanie też wychodziło mi całkiem dobrze. Oczywiście od pomysłu do realizacji była jeszcze długa droga. Nosiłam się z tym zamiarem jakiś czas. Zależało mi na tym, aby marka nie była podobna do innych na rynku i żeby miała symboliczne znaczenie. Po powrocie do Polski zauważyłam, że jest miejsce na stworzenie marki biżuteryjnej, która będzie hołdowała kobiecości i wyróżniała się odważnymi, niecodziennymi projektami. Miałam już nazwę, ale chciałam również znaleźć kogoś, z kim będę mogła to współtworzyć, dzielić się pomysłami i kreatywnie dopełniać. Wiedziałam, że Aga będzie idealną osobą, ponieważ świetnie się rozumiemy nie tylko jako przyjaciółki, ale także pod względem zawodowym. Bardzo cenię sobie jej wyczucie stylu i wrażliwość. Zaczęłam jej więc o tym pomyśle opowiadać, no i się udało ‒ zgodziła się. Tym samym miałyśmy wszystkie elementy składowe do stworzenia Golden Rules.