Jestem w gorących wiórach kąpany

Michał Dobrzyński-Sałek:

Wywiad: Ola Koperda / Zdjęcia: Michał Dobrzyński-Sałek

 

Ostatnie miesiące nie są zbyt łatwe dla wielu marek. Jeszcze trudniej zacząć teraz coś nowego i nie tracić motywacji do działania. Są tacy, którzy próbują. Robią coś zupełnie oryginalnego, nie wzorują się na tym, co robi konkurencja. Michał Dobrzyński-Sałek swoją markę założył w maju tego roku. Stworzył kolekcję parę mebli, które ujmują świeżymi pomysłami i ciekawym doborem materiałów (jak np. rattan w komodzie Peme). W projektach można dostrzec inspiracje azjatycką i nordycką estetyką.

Od kiedy robisz meble i jak to się zaczęło?

Michał: Tworzę meble od ok. 5 lat, z czego mniej więcej od 2 na własny rachunek. Gdy zdecydowałem się skończyć ze studiami i przez pewien czas nie mogłem znaleźć satysfakcjonującego zajęcia, mama dała mi info, że mąż kuzynki z chęcią przyjmie mnie na przyuczenie na stanowisko lakiernika meblowego. Lakiernikiem nie zostałem, ponieważ zbyt dobrze spisywałem się jako szlifierz. Z prawdziwą stolarką nie miałem nic wspólnego, bo meble w tej firmie, choć z półki premium, w większości były tworzone z płyt MDF. Jednakże miłość między mną a meblami zaczęła powoli się tlić. Po pewnym czasie poszedłem nawet na studia zaoczne z meblarstwa, ale przerwałem po pierwszym semestrze. Wyjechałem do Wielkiej Brytanii z moją dziewczyną Paulą, z którą od początku wspólnie tworzymy markę. Zaoszczędziliśmy trochę funtów i stwierdziliśmy, że zakładamy własną firmę. W międzyczasie ciągle tworzyłem coś skromnego z drewna kilka stolików kawowych, które sprzedałem na Olx, umeblowałem też mieszkanie.

 

 

 

Gdzie się wychowałeś i czy w twojej rodzinie były jakieś stolarskie tradycje?

Michał: Pochodzę z Radomia. Spora część rodziny przez kilka pokoleń zajmowała się pracą z drewnem. Pradziadkowie ze strony mamy byli leśnikami. Dziadek otworzył swój zakład stolarski w Jedlni-Letnisku koło Radomia w 1981. Mama ukończyła technologię drewna i przejęła pałeczkę po dziadku. Dzięki nim mam teraz dostęp do starych, wysłużonych maszyn i pracowni. Materiał poznawałem już jako brzdąc w zakładzie dziadka. Przyjeżdżałem do niego robić sobie kąpiele w trocinach. W czasach gimnazjum i liceum zdarzało mi się tam dorabiać w okresie wakacji. Jestem więc w gorących wiórach kąpany.

I przyszedł czas na swoją markę. Jaki miałeś pomysł?

Michał: Nad marką pracujemy od marca 2019, natomiast światło dzienne ujrzała dopiero na początku maja 2020. Paula trzyma pieczę nad wszystkim, tak na dobrą sprawę jestem jej pracownikiem (śmiech). Chcemy robić coś, co sprawia nam przyjemność, tj. robić meble, nie podążając za trendami. Chcę, aby moje meble były wytrzymałe i cieszyły oko.

Jakiego drewna używasz?

Michał: Najczęściej pracuję z dębem i jesionem. Zdarzają się projekty z buku i sosny. Dąb jest jak na razie moim faworytem. Wygląda pięknie w naturalnej formie i można go poddać procesowi wędzenia, po którym wygląda jeszcze lepiej. Przy tym wszystkim nie uznaję wykańczania drewna lakierami. Stosuję olej, wosk lub olejowosk.

 

 

 

 

 

 

Jak powstają projekty?

Michał: Najpierw z Paulą szukamy inspiracji. Wszędzie. Oglądamy sporo zdjęć, czasem pomysł wpadnie po zobaczeniu jakiegoś mebla w oglądanym filmie. Inspiruje nas też otaczająca natura. Szczególnie podobają nam się meble z Korei, Japonii i Danii, chcielibyśmy łączyć te estetyki. Paula nie ma zdolności plastycznych, więc żeby pokazać mi, co siedzi jej w głowie, szuka zdjęć w Internecie i z kilku skleja mi jedno: „O! Tu takie nogi będą fajne, a tam daj rattan i tu uchwyt wyfrezuj”. Kolejnym krokiem jest wizyta w stolarni i robienie wszystkiego na żywioł. Nie przygotowuję żadnych projektów, wizualizacji, a wszystkie wyliczenia robię na bieżąco. Taki freestyle ogólna koncepcja i ogień. Dopiero po skończeniu mebla przygotowuję projekt 3D, aby móc powtórzyć produkcję i jako pomoc dla architektów. Inaczej ma się sprawa, jeżeli ktoś przyjdzie do nas ze swoim pomysłem. Wtedy robię szybkie projekty, żeby pokazać klientowi, jak to będzie wyglądać, i po zaakceptowaniu zabieram się za produkcję.

Masz jakiś nowy projekt w planach?

Michał: Niebawem powstanie nowa komoda. Będzie wykonana z płyty stolarskiej, a nie (jak zwykle) z drewna. Ma być mniej czasochłonna w produkcji, żeby była przyjaźniejsza portfelom naszych klientów.

Czy wszystko wykonujecie sami?

Michał: Tak. Od A do Z. Paula jest odpowiedzialna za tworzenie strony internetowej, Instagrama i za kontakt z klientami czy architektami. Czasami (a nawet często) chodzi ze mną do stolarni i pomaga mi w wykańczaniu mebla. Ja zajmuję się selekcją materiału, produkcją, wykończeniem, projektowaniem, robieniem i obróbką zdjęć. Wszystkiego nauczyliśmy się sami. Najpierw nauczyłem się stolarki, a Paula tworzenia stron internetowych. Chcąc współpracować z projektantami wnętrz, musiałem zdobyć wiedzę potrzebną do tworzenia modeli 3D. Zdjęcia na stronę też same się nie zrobią! Oczywiście można to zlecić komuś innemu, ale lubimy być samowystarczalni.