Nieznośna lekkość ciepłego organu

Nieznośna lekkość ciepłego organu

 

Autor: Dobrosława Nowak
Zdjęcia: Nicola Nitido
Data: 15.03.2021

Nicola Nitido jest niezależnym kuratorem. Studiował historię sztuki na DAMS w Bolonii oraz muzeologię na Universidad Complutense w Madrycie. Rok temu rozpoczął studia magisterskie z zarządzania zasobami artystycznymi i kulturowymi na uniwersytecie IULM z siedzibą w Rzymie.

Opowiedz co nieco o swojej edukacji.

Moją edukację cechowała wielka pasja odmieniana przez wszystkie przypadki – historia sztuki. Swoją przygodę uniwersytecką rozpocząłem na DAMS w Bolonii, gdzie miałem okazję studiować tę dyscyplinę także z innych perspektyw, a więc z punktu widzenia, który kontynuuję w moich obecnych poszukiwaniach twórczych. Od psychologii do semiotyki sztuki – dokonywałem analiz i ponownego składania dzieł, co pozwoliło mi wypracować sobie szerszą wizję artystycznego dyskursu. W mojej pierwszej pracy dyplomowej zajmowałem się dziełem „Poesie” Tycjana, czyli w rzeczywistości cyklem malarskim, ale zdefiniowanym przez samego Tycjana jako poezja wizualna dedykowana królowi Hiszpanii, Filipowi II. Doprowadziło mnie to do przeprowadzki do Madrytu, gdzie studiowałem muzealnictwo na Universidad Complutense. Interesowało mnie zrozumienie i badanie muzeum oraz kolekcji tak, jakby same były dziełami sztuki. Zakończyłem te studia pracą magisterską z muzeologii w Muzeum Domu Rubensa w Antwerpii, co pozwoliło mi następnie odbyć staż w Rubenianum, instytucie poświęconym wielkiemu mistrzowi flamandzkiemu.

A jak wyglądała twoja ścieżka zawodowa?

Miałem 2 doświadczenia zawodowe w Niemczech: w Dreźnie i Berlinie, gdzie w końcu zdałem sobie sprawę, że można być historykiem nawet w futurystycznym świecie sztuki współczesnej. Najpierw (w Dreźnie) pracowałem na Wydziale Sztuki Holenderskiej XVII wieku, pomagałem kuratorce w redagowaniu i aktualizowaniu nowego katalogu na ponowne otwarcie Gemäldegalerie Alte Meister. Niedługo potem (w Berlinie) rozpocząłem pracę przy nowo otwartej wówczas przestrzeni projektowej PS120. Ta gwałtowna zmiana była punktem zwrotnym w mojej karierze.

Jeśli chodzi o umiejętności techniczne i menedżerskie, to w zeszłym roku rozpocząłem studia magisterskie z zarządzania zasobami artystycznymi i kulturowymi w Rzymie. Konfrontując się zatem ze światem pracy, odnoszę wrażenie, że zawód kuratora jest tym, który daje najwięcej powiązań między moim wykształceniem i różnymi doświadczeniami.

Obecnie jestem niezależnym kuratorem i zajmuję się szeroko pojętymi projektami kulturalnymi. Współpracuję z artystami i kolekcjonerami przy ich osobistych projektach. Wspomnę o 2 wystawach, które kuratorowałem. Były to: „Mistici, Sensuali, Contemplativi” w galerii Metodo Milano we wrześniu ubiegłego roku i „To Be Both” w VR (ang. virtual reality) na portalu Relevo poświęcona ikonografii Hermafrodyty. Jestem także członkiem rady kuratorskiej In-ruins, rezydencji artystycznej w Kalabrii, gdzie niedawno współkuratorowałem kolejną wystawę w VR.

Zakochałam się w twoich fotografiach. Widać w nich genialną wrażliwość na detal, wyjątkowe wyczucie form i atmosfery, a także odrobinę ironii. Można zauważyć, że miałeś okazję zwiedzić kawał świata. Urodziłeś się w Neapolu, gdzie mieszka twoja rodzina, a obecnie także ty, ale dużo podróżowałeś. Które z odwiedzonych miejsc najbardziej na ciebie wpłynęły?

Mieszkanie w różnych krajach europejskich i możliwość korzystania z tanich linii lotniczych umożliwiły mi odkrycie splecionych ze sobą wątków tego kontynentu. Z pewnością najbardziej lubię Grecję i Islandię – kraje odległe geograficznie, które mają ze sobą wiele wspólnego. Znajomość z historykiem języka praindoeuropejskiego dała mi tego potwierdzenie. Przyroda i doświadczenie wulkaniczne tych krajów wzbudziły we mnie tak silne emocje, że z trudem mogę je opisać. W Grecji miałem za to dużo osobistych doświadczeń, które naznaczyły mnie i poruszyły w istotnym stopniu. 

3 najodleglejsze miasta, które odwiedziłem, czyli Sankt Petersburg, Stambuł i Nowy Jork, przypominają mi moje 3 najlepsze przyjaciółki z rodzinnych stron. Mimo że reprezentują 3 różne rzeczywistości, antropologicznie mają znaczenie w zbiorowej wyobraźni, z której czerpie się, aby zrozumieć współczesny świat. Ponadto czy tego chcę, czy nie, zawsze będzie istnieć więź, która przypomina mi Neapol, ale nie tylko – Stambuł, Madryt i Nowy Jork mają tę samą szerokość geograficzną. Lubię myśleć, że są historie, które idą tymi samymi ścieżkami co szerokości geograficzne. Są też kultowe miasta, które dla mnie reprezentują kawałki nieułożonych jeszcze puzzli: Wiedeń, Lizbona i Ateny.

 

 

Czy fotografie pozwalają ci „zamrozić” te emocjonujące momenty? Czytałam gdzieś, że 80% emocji przeżywamy właśnie dzięki wzrokowi.

Piękne pytanie, dziękuję, że je zadałaś. Myślę, że „zamrożenie” nie jest tak naprawdę możliwe, ponieważ oko jest ciepłym organem – to nie przypadek, że mówi się: „Co z oczu, to z serca”. Moim zdaniem możliwe jest jednak granie na zwarciach, które powstają dzięki synestezji. Wiedzieli o tym już wielcy mistrzowie malarstwa z przeszłości, począwszy od Antonella da Messiny poprzez Tycjana, Rubensa, Velázqueza i Vermeera. Draperia, zasłony, prześcieradła pobudzają zmysł dotyku, kwiaty i rośliny – powonienia, morze i przyroda – słuchu (który dla mnie jest jeszcze bardziej uniwersalny niż zmysł wzroku). Cała reszta odwołuje się do smaku, który jest nie tylko pokrewny ustom, ale także wszystkiemu, co estetyczne, co nas prowokuje i pociąga. Wzrok zatem reguluje pozostałe zmysły i jest w najbliższym kontakcie z „szóstym” zmysłem, który ja nazywam pamięcią. To w pewnym stopniu jest powiązane z tym, co powiedziałaś mi o 80% emocji.

Na czym koncentrują się twoje poszukiwania twórcze? Myślę zarówno o pisaniu, kuratorowaniu, jak i o fotografowaniu.

Miałem okazję podróżować i na własnej skórze odczułem wybuch turystyki masowej. Podam przykład: lata temu w Luwrze przechodziłem obok słynnej Mony Lisy (aby zobaczyć inny, równie znany obraz), odwróciłem się i sfotografowałem nie tylko ludzi, którzy stali tam i pozowali przy obrazie, ale także inne obrazy w tej samej sali, mało lub w ogóle niebrane pod uwagę. Moje poszukiwania narodziły się więc przypadkowo. Fotografowałem rzeczy, które zawsze tam były, ale które nie są uwzględniane. Jeśli w krajobrazie wszyscy fotografują słońce lub morze, najprawdopodobniej sfotografuję to, co widzi słońce, lub to, co widzi morze. Lubię myśleć, a zatem pragnę też uchwycić momenty i szczegóły, które reprezentują wieczność nawet w efemerycznych i niepewnych kontekstach współczesności. Mówiąc „współczesność”, mam na myśli coś, co nie jest stałe ani definiowalne.

Czy chciałbyś kiedykolwiek zaistnieć jako artysta w bardziej bezpośredniej formie?

Na razie nie postrzegam siebie w ten sposób. Wyobrażam sobie to artystyczne doświadczenie jako serię objawień, które zdarzają mi się w danej chwili. Na razie nie są one tak wyraźne, trwają krótko. Może będą trwać dłużej, a może ustaną. Nie wiem jeszcze, czy ich częstotliwość pozwoli mi uznać się za artystę.

Jaka jest twoim zdaniem przyszłość kuratorowania wystaw? Powróci we wcześniejszej formie, czy zmieni się po roku przerwy? Myślisz, że VR ma potencjał, żeby zostać z nami na dłużej?

Myślę, że zrozumienie przyszłości kuratorstwa zajmie trochę czasu, i wątpię, że znowu będzie dokładnie tak samo. Tryb VR może otwierać wiele drzwi i ścieżek refleksji, ale jednocześnie blokuje konfrontację, która jest niezbędna do zaaranżowania wystawy i do tego, co z niej później wynika. Nowość zawsze kusi, ale kiedy zamienia się w rutynę, łatwo można ją wymienić. Dlatego uważam, że VR ma duży potencjał i może zaistnieć jako sposób realizacji bardziej dla kuratorów niż dla samych artystów. Praktyki kuratorskie w VR to mniej niż wiele praktyk artystycznych, które są już ontologicznie pomyślane jako formy online. Z pewnością zależy to również od kontekstu – przede wszystkim od tematu przewodniego wystawy, od prezentowanych artystów, a wreszcie od prezentowanych prac.

Jakie są twoje plany na przyszłość?

Obecnie biorę udział w różnych open callach i aplikacjach, mając nadzieję, że pomogą nakreślić i skonstruować tę najbliższą przyszłość. Dużo też medytuję i zastanawiam się nad żywotem afterimages – dostrzegam nieskończoną liczbę obrazów, które prawdopodobnie mają przyszłość również po tym, jak zostały uchwycone na fotografii, przeanalizowane i przetworzone.