Vigna di Leonardo

Autor: Dobrosława Nowak
Zdjęcia: Dobroslawa Nowak i Anna Casartelli
Data: 06.01.2022

Winnica Leonarda da Vinci mieści się w części ogrodu przy historycznym budynku Casa degli Atellani, położonym przy ul. Magenta prowadzącej do jednej z sześciu głównych bram Mediolanu – Porta Magenta (dawniej Porta Vercellina). Ówczesny książę Mediolanu, Ludovico Sforza, znany też jako Ludovico il Moro, podarował winnicę artyście w 1498 roku, kiedy ten pracował nad słynną Ostatnią Wieczerzą (1495-1498). Dzieło do dziś można obejrzeć nieopodal, w bazylice Santa Maria delle Grazie. Podarowana da Vinci winnica była gestem wdzięczności za wszystkie dzieła, które artysta wykonał dla księcia przez lata ich znajomości. Winorośle, oryginalnie zasadzone 500 lat temu, są tam uprawiane do dziś.

Zaproponowałam rozmowę, bo miałam okazję odwiedzić mediolańską winnicę Pana imienia oraz willę, w której spędził Pan kilka lat swojego życia podczas pracy nad Ostatnią Wieczerzą. To urocze miejsce zrobiło na mnie wrażenie.

Leonardo da Vinci: Rzeczywiście, kiedy tworzyłem ten obraz, miałem okazję mieszkać zaraz obok swojego miejsca pracy, czyli bazyliki Santa Maria delle Grazie, którą zresztą widać z końca ogrodu. To były naprawdę wygodne okoliczności do życia i tworzenia. Miałem do pracy bliżej niż którykolwiek z moich znajomych!

Ile trwał ten pobyt?

Chyba za krótko, bo niektórzy historycy sztuki twierdzą, że obraz mi się nie udał.

Prawdopodobnie nie chodzi o sam obraz, a o użytą przez Pana eksperymentalną technikę, która była niedostosowana do wilgotności środowiska – to spowodowało, że dzieło od wieków jest w złym stanie. Obraz wymagał najdłuższej renowacji w historii (trwała od 1978 do 1999 roku) i użycia najbardziej zaawansowanych technik. Łączny koszt prac wyniósł ok. 7 mld lirów (ponad 3,5 mln euro).

Zostawmy to, bo tylko się denerwuję.

Obraz pozostaje jednak do dziś najsłynniejszym przedstawieniem ostatniej wieczerzy i największym dziełem włoskiego renesansu w ogóle.

Dziękuję za miłe słowa. Ale po kolei – urodziłem się w Anchiano, małej miejscowości w prowincji Florencja, z której wyjechałem jako 30-latek w 1482 roku, kiedy zostałem zaproszony przez Ludovico do Mediolanu. Wiem, że wszyscy znają mnie teraz jako starszego pana z wielką, siwą brodą, ale ja także byłem kiedyś młody. W tamtym okresie najpierw namalowałem dla Ludovico parę mniejszych rzeczy. Powstała wtedy np. Dama z gronostajem, którą macie teraz w Krakowie. W 1495 roku zabrałem się za Cenacolo [Ostatnią Wieczerzę przyp. red.]. Po kilku latach pobytu w tym przesympatycznym przybytku dostałem od mojego drogiego przyjaciela winnicę, o którą Pani pyta, fragment dużej winnicy San Vittore. Zna Pani moją skłonność do pomiarów, wszystko policzyłem: to jest niecały hektar uprawnego gruntu o wymiarach 100 ramion szerokości i 294 ramion długości, równowartość 15 i 3/4 słupów mediolańskich lub prostokątna forma 59 x 175 m. Moje oryginalne zapiski na ten temat można znaleźć w Codex Atlanticus w Bibliotece Ambrozjańskiej.

Dostał Pan winnicę na własność? To nietypowy prezent.

Tak się złożyło, że ówczesny książę Mediolanu, a mój przyjaciel (i zleceniodawca), Ludovico il Moro, podarował mi winnicę. Nikogo to wtedy nie dziwiło. Ludovico był zresztą znany ze swojej szczodrości. W 1490 roku kupił dom od hrabiów Landów z Piacenzy i podarował go rodzinie Atellani, swoim dworzanom.

Mówimy o willi przy winnicy, Casa degli Atellani?

Tak, to był znany dom – przyjęcia, które się tam odbywały, gromadziły najważniejsze osobistości dworu Sforzów. Kroniki są pełne informacji na ten temat, może Pani sobie sprawdzić. Powiem nieskromnie, że książe cenił mnie za dobre maniery, talent muzyczny i właśnie umiejętność organizacji przyjęć. Nazywają mnie „księciem renesansu” – to nie wzięło się znikąd.

Ogród jest piękny, można się w nim naprawdę zrelaksować. Jest w nim jakaś tajemnicza harmonia.

Przyznam, że kiedy w latach 1499-1500 Francuzi przejęli księstwo i musiałem stamtąd wyjechać, pękło mi serce. Odzyskaliśmy ziemię dopiero w 1507 roku. Na zawszezapamiętam ten etap w moim życiu jako okres błogiego dolce vita – i to mimo ogromu pracy. To był piękny czas.