Rafael Lewandowski: Wzruszają mnie przedmioty, które mają historię

Rafael Lewandowski:

Wzruszają mnie przedmioty, które mają historię

Autor: Aleksandra Koperda
Zdjęcia: Ład Studio
Data: 03.01.2024

W słonecznym mieszkaniu na warszawskim Powiślu odwiedzamy Rafaela Lewandowskiego – francusko-polskiego reżysera, scenarzystę i producenta. Rafael studiował kinematografię na Sorbonie i reżyserię w wyższej szkole filmowej La Fémis. Początkowo realizował krótkometrażowe fabuły, a kolejno poświęcił się filmom dokumentalnym. Pierwszym była Cela nakręcona w 1996 roku w Polsce. W roku 2010 wyreżyserował swój debiut fabularny Kret. Od początku w jego twórczości istotną rolę odgrywają przeszłość i pamięć. W jednym z wywiadów mówił: „Robiąc filmy, interesuję się tym, co kryje się za wielkimi liczbami i suchymi faktami historycznymi, znanymi postaciami, o których dowiadujemy się w podręcznikach szkolnych. Opowiadam o losach osobistych, o tym, jak »mała« istota ludzka przeżywa wydarzenia historyczne i staje się – świadomie lub nie – ich częścią. Staram się przedstawić bohaterów moich filmów językiem uniwersalnym, aby widz mógł się z nimi łatwo zidentyfikować. W ten sposób można, moim zdaniem, lepiej tłumaczyć i zrozumieć przeszłość”.

Od kiedy tu mieszkasz i jak tu trafiłeś?

Sam budynek jest z lat 20. Ta przestrzeń, rozmiar okien i pomieszczeń, wszystko to sprawia, że to mieszkanie jest wyjątkowe i wyjątkowo w nim się żyje. Wynajmuję je od przyjaciela, który kupił je ponad 20 lat temu. Pamiętam, jak wyglądało przed remontem. Układ pomieszczeń był nieco inny. Wtedy istniała tu jeszcze służbówka, kuchnia była zamknięta. A ponieważ mój przyjaciel jest synem świetnych architektów, którzy wyemigrowali z Polski do Francji w latach 60., wspólnie z ojcem wymyślili nowy układ funkcjonalny, który jest bardzo sprytny, ponieważ z jednej strony jest tu dużo nowoczesnych rozwiązań, schowków, a z drugiej cały czas czuć ducha oryginalnej architektury. Najlepszym przykładem jest szklano-drewniana ścianka postawiona między salonem a biurem. Kiedy pracuję, mam ciszę, ale nie czuję, że jestem zamknięty. To rozwiązanie wpuszcza też do wnętrza dużo dziennego światła. 

Okolica jest dość specyficzna, bo z jednej strony jesteśmy w Śródmieściu, ale dookoła są parki i jest cicho. Od ponad pół roku z powodu tej lokalizacji żyję bez samochodu. Poruszam się głównie pieszo albo rowerem. 

Warszawa to miasto, które sam wybrałeś do życia. Dorastałeś we Francji.

Tam się urodziłem, moja mama jest Francuzką, tata Polakiem. Mama przyjechała do Polski w 1965 roku z klubem studentów francuskich. W Karpaczu poznała mojego tatę, który po dwóch latach pojechał odwiedzić ją na święta, ale tak naprawdę plan był taki, że już nie wróci do kraju. Po jakimś czasie, gdy ja już byłem na świecie, rodzice się rozwiedli. Ale miałem bardzo dobre dzieciństwo. Między Polską a Francją, między Reims, gdzie mieszkałem z mamą, a Paryżem, gdzie żył tata. 

Wiedziałem, że chcę robić filmy i kiedy miałem 18 lat, przeniosłem się do stolicy Francji. Choć miałem plan, żeby studiować w Polsce, w Łodzi, to jednak z różnych życiowych powodów w końcu trafiłem na reżyserię do filmówki w Paryżu. Już w trakcie studiów Polska była bardzo obecna tematycznie w mojej twórczości. Tu w 1995 roku zrobiłem film dyplomowy. Sześć lat później, w 2001 roku miałem robić swój debiut fabularny, a cała akcja miała toczyć się w Polsce. Wcześniej, kiedy bywałem dłużej czy krócej w Warszawie, mieszkałem u rodziny. Tym razem pierwszy raz miałem swoje lokum. Niestety, jak często bywa w mojej branży, film z różnych powodów, głównie finansowych, nie powstał. Natomiast ja postanowiłem troszkę przedłużyć swój pobyt w Polsce. Początkowo nie wiedziałem, że zostanę tu na tak długo. Przyjechałem z walizkami, a z czasem przywiozłem niemal wszystkie swoje rzeczy. Nadal często bywam we Francji, głównie ze względu na pracę, ale od 2005 roku moja baza jest tutaj. 

 

Bywałeś w Warszawie w dzieciństwie?

Rodzina mojego taty pochodzi z Warszawy i od małego jestem emocjonalnie bardzo związany z tym miastem. Pamiętam, że kiedy byłem dzieckiem, Warszawa wyglądała zupełnie inaczej. Było tu dużo dziwnych przestrzeni, kawałki starych kamienic, obok puste tereny, a nieopodal bloki. Oczywiście będąc dzieckiem, nie miałem świadomości historycznej, ale w jakiś sposób czułem silną obecność przeszłości i wojny. Do dzisiaj jest to we mnie bardzo mocno zakorzenione. Poczucie ostrego cięcia między tym, co było a tym, co jest. Brak ciągłości. Dlatego tak mnie wzruszają te rzeczy, meble, które mają historię. Moja praca też jest związana z pamięcią, z przeszłością. Czy to w przypadku mojej fabuły Kret, czy filmu o dwóch bohaterkach z getta warszawskiego, który obecnie kończę. W sumie cały czas wszystko jest o tym samym: jak żyjemy z historiami naszej przeszłości. 

Po 1981 roku przez długi czas z powodu politycznego zaangażowania mojego ojca mieliśmy szlaban na wjazd do Polski. Wróciłem dopiero, gdy miałem 16 lat. To było ostre zderzenie z moimi pięknymi wspomnieniami z dzieciństwa. Później, kiedy świat się zmienił i padł mur, pierwsze co miałem chęć zrobić, to pojechać do Polski, poczuć wolność i pojeździć bez celu po kraju. Pamiętam, że to było w 1990 roku, przyjechałem z Francji małym samochodem ze swoją ówczesną dziewczyną i przez miesiąc jeździliśmy po całej Polsce. 

 

 

Dorastałeś w dwóch domach. Jak one wyglądały? Czy przedmioty były w nich ważne?

Rodzina ze strony mamy była spora, ponieważ babcia miała siedmioro dzieci. Od pokoleń mieszkali w tym samym mieście lub okolicy. Babcia miała duży dom wybudowany w latach 20. Ale ciekawe jest to, że to miasto, Reims, co odkryłem niedawno, zostało totalnie zniszczone w czasie pierwszej wojny światowej. Trafiłem na zdjęcie z 1918 roku, gdzie wszystko wygląda jak Warszawa w 1945. Z mamą mieszkaliśmy w małym mieszkanku. Mama umiała łączyć różne style, mieliśmy np. fotele z lat 30. po prababci i słynny okrągły stół Knoll z lat 60. U taty panował artystyczny nieład. Tam również było połączenie starych i nowoczesnych przedmiotów. I u mamy, i u taty zawsze było dużo książek i obrazów.

Opowiedz o tym, co ty dziś masz u siebie. 

Przywiozłem sporo mebli z Francji. W zasadzie wszystko, co tu jest, jest moje. To połączenie mebli, bibelotów czy sztuki, którą znajdowałem w Paryżu lub Warszawie. Każdy przedmiot z osobna jest dla mnie bardzo ważny, każdy ma swoją historię i jestem w stanie powiedzieć, gdzie go znalazłem. Kiedy byłem dzieckiem, chodziliśmy z tatą po antykwariatach, pchlich targach. W Paryżu jest słynne Marché aux puces, które uwielbiam i bardzo często tam bywam, nawet nie po to, żeby coś kupić, a żeby poczuć panującą tam atmosferę. Pchle targi to fascynujące miejsca, gdzie można znaleźć absolutnie wszystko. Tak trafił do mnie między innymi kawowy skandynawski stolik czy krzesło, przy którym pracuję. Stary kinowy fotel dostałem od taty, kiedy zdałem bardzo trudny egzamin do szkoły filmowej. Tata był malarzem, grafikiem, profesorem na ASP, więc część wiszących tu obrazów jest jego. Ciekawą historię mają niektóre stare polski książki. Wyjechały z kraju z moim tatą w 1966 roku. Po jego śmierci 11 lat temu postanowiłem, że tu wrócą, bo w rodzinie we Francji nikt nie mówi na tyle dobrze po polsku, by z nich korzystać. Biurko, przy którym pracuję, należało niegdyś do jednej z producentek z mojej filmówki, która produkowała moje szkolne etiudy. Pochodziła z Nowego Jorku, w Paryżu mieszkała przez jakiś czas i miała to biurko u siebie. Kiedy wracała do Stanów, zostawiła mi je i używam go już 30 lat.

Mój tata kolekcjonował polski plakat. Miał ogromną kolekcję, którą zdecydowaliśmy się sprzedać, jednak zostawiłem sobie kilka ulubionych sztuk. Długo szukałem witrynki, pod którą mógłbym eksponować jeden z projektów taty. Zrealizował go na wyspie Belle-Île w Bretanii. To było jego ulubione miejsce na Ziemi. Postanowił tam malować całą serię wielkich formatów reprezentujących morze i horyzont. Ale najpierw wykonał szkice w notatnikach. Mam tu jeden z nich i bardzo go cenię. 

Ważne są dla mnie też płyty winylowe. Zacząłem je zbierać, kiedy byłem nastolatkiem. Nie jestem kolekcjonerem, natomiast lubię mieć swoje rzeczy, być z nimi związany. W nich widzę historię swoją, rodziny, przyjaciół. Kiedy mieszkałem w Paryżu, miałem dużo mniejszą przestrzeń, w czasach studenckich był to mały pokoik. Ale niektóre elementy z tamtego czasu jeszcze tutaj są. Na przykład przenośne radio z lat 50. albo małe popiersie Tintina, komiksowego bohatera mojego dzieciństwa. Jest pewien ciąg, który jest dla mnie ważny. To ciąg rodzinny i kulturowy. Najważniejsze dla mnie jest to, żeby przestrzeń, w której żyję, miała swojego ducha. Lubię, kiedy na przedmiotach widać przemijający czas. Kiedy nie są perfekcyjne, czasami nawet nie czyszczę ich do końca po zakupie. Uważam, że trzeba je zostawić takimi, jakie są. Ze śladami istnienia. Strasznie nie lubię, kiedy trafiam do mieszkania, które jest jak hotel, gdzie nie czuć osobowości właściciela.

W domu spędzam dużo czasu. Choć czasami wolałbym być częściej na planie niż tu przy komputerze. Ale filmy, które robię, wymagają dużo pracy, researchu, czytania. Moje miejsce zamieszkania jest też moim biurem, moją pracownią. Więc dla mnie ta przestrzeń jest bardzo ważna. Kiedy siedzisz wiele godzin przy komputerze, to wokół musi być przyjemnie. Nie jestem w stanie pracować np. w kawiarni. Jeszcze przed pandemią dostałem ogromny projekt, sześcioodcinkowy serial dokumentalny dla telewizji niemiecko-francuskiej ARTE. Pierwszy raz w życiu wiedziałem co dokładnie, miesiąc po miesiącu będę robił przez kolejne trzy lata. Wspaniały projekt, wspaniała ekipa. Praca miała się toczyć głównie w Paryżu i wtedy niestety pojawiła się pandemia. Dzięki temu odkryłem, że i w moim przypadku praca zdalna jest możliwa. Wcześniej myślałem, że na przykład montaż musi się odbyć na miejscu. A tutaj ze względu na sytuację ekipa montażowa musiała pracować on-line z domu. I tak naprawdę większość z tych trzech lat spędziłem tutaj, będąc w codziennym, bezpośrednim kontakcie z paryską ekipą. 

Kiedy poczułeś, że chciałbyś zajmować się filmem?

Kiedy miałem 14, 15 lat chodziłem do jedynego w Reims kina artystycznego. Nie znałem wtedy reżyserów pokazywanych tam filmów, ale wiedziałem, że jeśli dyrektor tego kina ich poleca, jest to na pewno dobre kino. W ten sposób zdobyłem pierwszą edukację filmową. Odkryłem twórców takich jak Jim Jarmusch, John Cassavetes, Andriej Tarkowski, Wim Wenders, Krzysztof Kieślowski, Leos Carax, Agnès Varda. Stałem się kinomanem. Wtedy robiłem też analogowe zdjęcia. Początkowo wahałem się, czy wybrać operatorstwo, czy reżyserię. Kiedy jeszcze byłem nastolatkiem, z kuzynem zaczęliśmy robić filmy amatorskie na taśmie Super 8. Byliśmy i operatorami, i reżyserami, i aktorami. Do grania angażowaliśmy całą rodzinę. Zacząłem pisać różne scenariusze i jak miałem siedemnaście lat, to widziałem, że chcę to robić i kropka. 

Pierwszy prawdziwy, krótkometrażowy film, mający label Centrum Kinematografii Francuskiej zrobiłem, jak miałem 20 lat. Trwał 13 minut i dziś chętnie bym go spalił. Zacząłem kręcić coraz częściej i z czasem odkryłem dokument.

Od lat jestem niezależny, nie pracuję z jedną ekipą, z jednym producentem. To, co robię, z kim pracuję, zależy od tematów, które mnie interesują i od momentów w życiu. Ale zawsze, kiedy robię film, ogromne znaczenie ma aspekt estetyczny. Przez długi czas po tym, jak skończyłem szkołę filmową, pracowałem dla fundacji Survivors of the Shoah (obecnie USC Shoah Foundation – przyp. red.) Stevena Spielberga we Francji. Zrobiłem około stu wywiadów z ocalałymi z Holokaustu. I zauważyłem, jak bardzo przestrzenie, mieszkania, w których spotkałem każdego z moich rozmówców, są związane z historią, osobowością danej osoby. Kiedy umawiałem się z kimś na pierwsze spotkanie, jeszcze bez ekipy, żeby mieć pierwszy kontakt, rozglądałem się dookoła. Jak wygląda mieszkanie, jakie są w nim przedmioty, zdjęcia. I już wiedziałem mniej więcej, jak będzie wyglądała nasza rozmowa. Kiedy osoba jest wyjęta ze swojej przestrzeni, wywiad może potoczyć się zupełnie inaczej. W mojej pracy ważna jest nie tylko współpraca z operatorem, ale też ze scenografem. Kiedy oglądam film, zwracam uwagę na to, w jaki sposób wszystko jest urządzone, czy wygląda prawdziwie. Lubię mieć poczucie, że coś, co widzę na ekranie, nie jest sztuczne.